wf

Czy WF da się lubić?

„Stoję w dresie na tej wielkiej sali gimnastycznej i już jestem zmęczona, a przecież nie sprawdzono jeszcze listy obecności. Co ja w ogóle tutaj robię?! Trzeba było znowu wyprosić od mamy zwolnienie z wychowania fizycznego… Albo zgłosić nauczycielowi, że jestem niedysponowana… W sumie to niepotrzebnie przebrałam się w ten strój gimnastyczny! Mogłam udawać, że po raz kolejny zapomniałam go z domu…”

W skrócie – tak wyglądały u mnie wszystkie lekcje WF-u i tak właśnie czułam się na rozpoczęciu turnieju sportowego dla rodzin, na który zgłosił nas eM.

wf

Za to, co teraz napiszę pewnie oberwę po głowie, ale prawda jest taka, że w Polsce zajęcia z wychowania fizycznego leżą i kwiczą. I wcale, a wcale nie dziwi mnie fakt, że coraz większe grono uczniów nie chce w nich uczestniczyć.

Dla mnie te lekcje od zawsze wiązały się z upokorzeniem i niekoniecznie miało to związek z tym, że byłam pulchnym dzieckiem. Strasznie frustrujące było to, że dostawałam słabe oceny za to, że nie potrafiłam szybko biegać, że bałam się przeskoczyć przez kozła albo że nigdy nie opanowałam wyginania się do tyłu, aby zrobić mostek. Mało tego – znam sporo dorosłych już kobiet, które w przeszłości były szczupłymi dziewczynkami i też sobie z tym wszystkim nie radziły, a co za tym idzie – WF był dla nich traumą.

wf

Poza tym, o ile w podstawówce czy w gimnazjum zdarzało się, że nauczyciele wymyślali dla uczniów RÓŻNE gry zespołowe (i tutaj kolejna frustracja – dla dziecka nie ma nic gorszego niż bycie za każdym razem wybierane do drużyny jako ostatnie), o tyle w liceum jedyną uznawaną przez nauczycieli grą była siatkówka, której zresztą nienawidziłam. Nic więc dziwnego, że nie mając żadnej alternatywy albo chodziłam na wagary, albo… przynosiłam kolejne zwolnienia z zajęć.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że przy odrobinie dobrej woli ze strony pedagogów mogłoby być zupełnie inaczej. Wystarczyłoby w każdym gimnazjum albo liceum zamiast sali gimnastycznej otworzyć małą siłownię i zagwarantować uczniom wstęp wolny przed i po lekcjach – sama bym bardzo chętnie korzystała z takiej formy aktywności.

wf

Co więcej, na studiach wychowanie fizyczne było jednym z moich ulubionych przedmiotów, bo SAMA mogłam sobie wybrać zajęcia (wybór padł na callanetics), na które chciałam chodzić. W podstawówce przez jeden rok szkolny też lubiłam zajęcia z WF-u, ponieważ wtedy klasa mogła SAMA wybierać co chce na tych zajęciach robić. I tak jedni grali w siatkówkę, inni skakali na skakance, a jeszcze inni trenowali brzuszki i przysiady. Każdy się ruszał, każdy robił to, co lubi i w czym czuł się dobrze i… wszyscy byli szczęśliwi. Da się? Da się.

Wracając do turnieju sportowego…

Był tor przeszkód, było kopanie piłki do bramki, rzuty do kosza, bieg przez płotki, skok w dal… I chociaż poszło nam fatalnie (ja i skakanie przez płotki – dobre sobie!), to przez cały czas świetnie się bawiłam. Czemu? Bo już po chwili miałam świadomość, że nikt mnie nie ocenia i nikt nie komentuje negatywnie moich wyników. Jako uczeń nigdy nie miałam tego komfortu…

Jaki z tego wniosek? Jeżeli eM kiedykolwiek stwierdzi, że nie lubi WF-u to po krótkiej rozmowie dostanie ode mnie zwolnienie z zajęć. A zaraz potem zapiszę go prywatnie na dodatkowe zajęcia sportowe, jakie tylko sobie wymarzy. Bo to nie jest tak, że uczniowie nie lubią aktywności fizycznej – dzieci kochają się ruszać, ale muszą mieć do tego odpowiednią motywację i zachętę ze strony dorosłych. Tyle, że w szkołach rzadko kiedy idzie to w parze, a najczęściej dzieci się wręcz zniechęca do bycia aktywnym. Sama wiem po sobie, że można NIENAWIDZIĆ zajęć WF-u, a jednocześnie LUBIĆ się ruszać. I w tej kwestii trzeba iść uczniom na rękę, wystarczy odrobina dobrej woli…

  • efa

    Hmmmm… Powiem tak. Jestem nauczycielką w-fu i po części rozumiem Ciebie… Chociaż nie do końca zgadzam się z tym, że w szkole powinno się otworzyć siłownie czy salki do ćwiczeń i każdy mógłby sam ćwiczyć. Niestety w gimnazjum osoby nie są pełnoletnie i nie mogą same ćwiczyć na takim sprzęcie. Do tego nie każdy nauczyciel ma uprawnienia do "obsługi" takiego sprzętu. Niestety w

    • Program programem, ale można oceniać uczniów inaczej niż za osiągane wyniki… Nie każdy jest urodzonym sportowcem :)

  • Też nie przepadałam za Wf-em, bo właśnie ciągle siatkówka, a ja byłam zapisana jeszcze na dodatkowe zajęcia z tego, tragedia … :)

  • Ja bardzo lubiłam w-f w szkole i szczerze mówiąc miałam w nosie to jakie oceny dostaje, a raczej znajdowałam się w dolnej półce. O wiele bardziej wkurzali mnie nauczyciele, którzy jechali po uczniach, bo mają takie i inne warunki do uprawiania sportu i radzili sobie po prostu gorzej, a przecież nie wszyscy muszą być we wszystkim rewelacyjni. Ja takich nauczycieli miałam w szkole podstawowej, a

    • Nadgorliwość nauczycieli gorsza od faszyzmu :P

  • J wfu też nigdy nie lubiłam. W liceum to już totalnie go znienawidziłam bo również przez większość zajęć graliśmy w siatkę, której też nie lubiłam. Efekt był podobny jak u Ciebie – ciągłe zwolnienia albo ucieczki tym bardziej, że mieliśmy dwie godziny lekcyjne wfu n a sam koniec dnia więc dobrze było urwać się szybciej do domu :) Do tego za moją nieobecność na lekcjach na koniec 3 kl liceum babka

    • Ja z WFu na ogół miałam 3 – bez różnicy czy się starałam, czy olewałam zajęcia :P I tak obniżało mi to średnią, i tak…

  • o tyle o ile kochałam szczerze i z wzajemnością (patrz oceny wf podstawówka) wychowanie fizyczne w podstawówce to skutecznie zaczęłam palac do niego nienawiścią w gimnazjum i szkole średniej.. Uważaj ze nie ma większej głupoty postawić dziecku gorsza ocenę tylko dlatego że w określonym czasie nie przebiegło wyznaczonego odcinka.. Przecież każdy ma inne możliwości fizyczne i uważam iż tego należy

    • Tak samo jak z plastyką w szkole – nie każdy ma do tego talent…

  • JA też w-fowa łamaga. Na laby nie chadzam, ale nie lubiłam. Za to w szkole średniej, w tamtym roku miałam fajnego pan od w-fu, a teraz to jeszcze fajniejszy jest. Oceny za to jak się ktoś stara angażuje, a nie za jego zdolności, toteż ma pierwszy raz takie piąteczki:) Jest, fajnie, chodzę z przyjemnością, i nawet ta siatka jest okej.Bo widać, ze chodzi o to, żebyśmy się poruszali, a nie o te całe

    • I gdyby byli tacy w-fisci, z poczuciem humoru, z chęcią zaszczepienia miłości do sportu, a nie do tabelek, to naprawdę byłoby okej:)

  • Ja mialam dokładnie tak samo jak ty, WF był dla mnie upokorzeniem a ocena z tego przedmiotu koszmarnie pogorszała mi średnią. W maturalnej miałam zwolnienie, a na studiach po semestrze obowiązkowym z WF się pożegnałam :)

    • Ja miałam zwolnienie z WFu tylko przez pół roku… póki karmiłam piersią :P

  • Ze mną było różnie, w podstawówce i w gimnazjum lubialam wf ale w technikum już nie, wszystko zależało od nauczyciela, dlatego uważam że wf powinno się traktować jak każdy inny przedmiot, z tym że na matematyce dajmy na to ćwiczy się mózg a na wf ciało ;)

  • Jakoś nie przepadałam za Wf, cały czas coś trzeba było robić, starać się szybciej, sprawniej. Nie, dzięki.<br />P.

  • Moglabym sie podpisac pod tym tekstem jak pod swoim :P Nie cierpialam w-f, za kazdym razem dostawalam rozwolnienia, a jak mialam zrobic przewrot w przod to plakalam. Nauczycielka mnie godzine po lekcji zostawila i kazala robic. I zrobilam, ale juz na nastepnych zajeciach znow nie potrafilam. U nas tez siatkowka i siatkowka, a ja slaba bylam i wolalam, co innego. Na szczescie nasz nauczyciel

    • Ehhh, a potem wszyscy się dziwią, że dzieci nie lubią WFu… Że unikają aktywności fizycznej… A one nie zawsze wiedzą, że da się inaczej, że spot można polubić… :(