Małżeński sponsoring? Nie, dziękuję

W polskich realiach samotnej matce nie jest łatwo utrzymać dziecko – wydatki z nim związane to „studnia bez dna”. Temat ten często poruszam w rozmowach ze znajomymi (bo póki co milionów nie zarabiam i w związku z tym wszystkie wydatki muszę rozsądnie planować) i co wtedy słyszę?

W 9 rozmowach na 10 pojawiają się sugestie, że… po prostu powinnam znaleźć sobie męża. Koniecznie bogatego i z własnym mieszkaniem. Serio?!

Rozumiem – wyjść za mąż z miłości. Ok, ponoć miłość istnieje i ludzie chcą wiązać się ze sobą na całe życie. Ale żeby tak od razu szukać męża dla pieniędzy i polepszenia sytuacji materialnej? Fakt, że łatwiej (i bardziej ekonomicznie) jest prowadzić gospodarstwo domowe we dwójkę niż samodzielnie – to się rozumie samo przez się. Jednak małżeństwo dla pieniędzy to według mnie nic innego jak zwykły sponsoring – w sensie, że „ja tobie ciepły obiad i seks małżeński, a ty mi kasę na zakupy i opłacenie rachunków oraz nowe dżinsy z pobliskiej galerii handlowej”…

Według mnie, jeśli ktoś chce poprawić swoją sytuację materialną, to tak naprawdę ma do wyboru tylko dwie opcje – albo zacząć więcej zarabiać (stąd też oprócz normalnej „etatowej” pracy zdarza mi się realizować dodatkowe zlecenia), albo ograniczać wydatki (metoda mniej przeze mnie lubiana, ale jednak często stosowana). Optymiści mogą dodatkowo grać w totolotka, ale szanse na wygraną są raczej niewielkie, więc osobiście tej alternatywy nie polecam.

sponsoring

Wracając jednak do sugestii od znajomych – nie jestem aż tak zdesperowana, aby ze względów finansowych szukać sobie sponsora… tfu, męża! Nie, nie, nie! Nie zgadzam się też na przedmiotowe traktowanie mężczyzn (myślę, że wbrew pozorom mają do zaoferowania coś więcej niż tylko wypchany portfel). Nawet jeśli kiedykolwiek będę miała nóż na gardle to prędzej skorzystam z usług parabanku niż zostanę małżeńską galerianką – i zrobię to przede wszystkim z szacunku dla samej siebie.

Na sam koniec mam do Was wielką prośbę – jeśli już chcecie mi pocisnąć w komentarzach, że generalizuję i potępiam WSZYSTKIE żony pozostające na utrzymaniu męża, to zanim to zrobicie – raz jeszcze uważnie przeczytajcie mój wpis… Nie to, żebym wątpiła w Waszą inteligencję i umiejętność czytania ze zrozumieniem, ale… wolę dmuchać na zimne. Po co mamy sobie nawzajem podnosić ciśnienie? :)

  • Serio dostajesz takie rady? Fajne, zdrowe spojrzenie na temat.

    • Serio, serio… Minimum kilka razy w tygodniu :P

  • Też to znam. Jako, że już jednego męża miałam, kolejnego mi nikt nie szuka. Tylko wciąż słyszę: „Znajdź sobie faceta, będzie ci lżej”. Aha, dzięki, postoję.
    Wyjść za mąż z miłości, a znaleźć męża w celu poprawienia swojej sytuacji- to dwie różne rzeczy. Szkoda, że wiele osób tego nie rozumie.
    Pozdrawiam :)

  • W ogóle nie rozumiem ludzi mówiących do samotnej matki „powinnaś sobie znaleźć męża”… To bycie w związku polega tylko na braniu? Tylko na tym bo jedno z duetu miało pokaźny portfel? Po za tym dziś można mieć kasę, a jutro być bankrutem.
    Choć z drugiej strony mogłabym ci życzyć faceta, z którym będziecie dzielić się radościami, troskami i wszystkim, a nie tylko portfelem ;) tylko po co? Każdy jest kowalem swojego losu, każdy żyje po swojemu i nikomu nic do tego ;)

    Pozdrawiam

  • Katarina

    Nawet nie masz pojęcia ile panienek potrafi wyjść za mąż, bo:
    1. nie mają pracy, bo wolą się opierdalać, ale mąż pracuje, to kasa na hybrydę i „debilację” będzie
    2. nie kochają faceta, ale jest,znalazł się, ma pracę no i AUTO!
    3. mają „już” 25 lat i koleżanki są pozaręczane i mężate, a one nie i jak to tak….
    4. „Kochanie , zrobiłam, test, jestem w ciąży, kiedy ślub?”
    5. „Nie kocham go, ale mam z kim jeździć na wakacje i chodzić na wesela koleżanek”
    6. „A jak już nikogo innego nie znajdę?”( to pytanie padło z ust mojej byłej koleżanki, raczej teraz nie mamy ze sobą wiele wspólnego, guess why…)

    Jak tak sobie popatrzę, posłucham i poczytam, to się zastanawiam, ile osób tak naprawdę wychodzi za mąż z MIŁOŚCI do partnera. A nie jego kasy. Czy samego faktu wciśnięcia się w ślubną kieckę, żeby potem można był srać zdjęciami na fejsie.

    • Ola

      Ja mam już 26 lat, też nie mam nikogo i muszę się przyznać że czasem mam myśli takie jak wymieniła Katarina (pkt 3 i 6). Jak już kogoś odtrącam, bo powiedzmy mi się fizycznie nie podoba lub ma jakieś tam wady, które mi przeszkadzają, to z czasem myślę „a co jeśli to był ten?”, „a jeśli nikogo innego nie poznam i zawsze będę sama?”. Wiem, głupie, ale tak już mam, co nie zmienia faktu, że mimo takich myśli nie mogłabym spotykać się z kimś tylko z tych powodów.

  • Katarina

    Przestań. Koleżanka z pkt 6 wyszła za mąż za faceta „świętszego od papieża”, starszego od niej o 10 lat, który z fajnej, megadowcipnej dziewczyny zrobił starą ciotkę bez swojego zdania i żadnych zainteresowań.
    Warto?
    Nie sądzę.

    • Ola

      Pewnie, że nie. Sama miałam tak, że chłopak tylko 3 lata starszy, ale mentalnie między nami była przepaść, zanudziłabym się z nim, a chłopak porządny, miły, ale serce nie sługa, a męczyć się całe życie nie będę tylko dlatego, by z kimś być.

  • Katarina

    Otóż to!

  • Świetne rady mają Twoi znajomi. No po prostu w d… bym kopnęła. Wychodzić za mąż by było lżej. No dzięki … Fajnie, że jesteś mądrą kobietą i masz głowę na karku. :)

  • Umi

    A potem będziesz nieszczęśliwa przez całe życie… Pieniądze to nie wszystko, bo co z tego, że będziesz mieć fajna kieckę, skoro będzie cię mdliło na samą myśl, że masz się przytulic do własnego męża. I nie chodzi o to, że byłby brzydki, ale o sam fakt braku uczuć. Ktoś, kto Ci tak radzi, raczej Cię nie lubi:-p

    Znajdź sobie faceta, ale takiego którego pokochasz Ty i takiego który będzie kochał Ciebie.

  • justyna

    W związku nie chodzi o jakiś sponsoring. O czym Wy mówicie? Mi w małżeństwie jest łatwiej. I to dużo. Nie chodzi o pieniądze bo sama potrafię się utrzymać. Tu chodzi o wsparcie w trudnych chwilach, o smianiu i plakaniu razem. O to, że wiem ze po ciężkim dniu mam z kim pogadać… albo poklocic.

    • W zdrowym związku nie ma mowy o sponsoringu ;)

      Mój wpis dotyczy trochę innej sytuacji – kiedy kobieta decyduje się na małżeństwo nie z miłości, ale dla pieniędzy.