reforma edukacji

Reforma edukacji – koncepcja postępu przez regres?

Kiedy byłam uczennicą podstawówki odbyła się reforma edukacji polegającą na skróceniu nauki w szkole podstawowej z 8 do 6 lat oraz wprowadzenie 3-letnich gimnazjów. Tym samym w wieku 13 lat, jako czwarty rocznik (’89), zasiliłam szeregi gimnazjalistów.

Po kilku latach postanowiono po raz kolejny zreformować polską edukację i obniżyć wiek szkolny z 7 do 6 lat. Mój syn był ostatnim rocznikiem, którego rodzice mieli wolny wybór bez zabawy w odroczenia, więc eM poszedł do I klasy jako siedmiolatek (z perspektywy czasu uważam, że postąpiłam właściwie, bo i tak dopiero po 1,5 roku nauki usłyszałam z ust nauczycieli, że młody faktycznie dorósł do szkoły).

Idzie nowe, czyli planowana reforma ogłoszona 27.06.2016r.

Od 2017 roku szkoły zawodowe staną się szkołami branżowymi, po ukończeniu których będzie można zdać maturę zawodową. Dzięki temu absolwenci branżówek będą mogli kontynuować naukę na wyższych studiach zawodowych.

Zostanie zwiększona liczba godzin historii w szkołach, będzie kładziony większy nacisk na czytanie, a wolontariat stanie się obowiązkowy dla wszystkich uczniów. Poza tym nauka języków obcych na kolejnych etapach edukacji ma być kontynuowana, a nie zaczynana od podstaw, jak było do tej pory.

I co najważniejsze – zostaną wygaszone gimnazja i wejdzie w życie projekt 4×4, czyli:

reforma edukacji

Dlaczego czteroletni cykl jest dobry?

Bo tyle trzeba żeby wykształcić elitę Rzeczpospolitej. Żeby ci ludzie mieli czas nie tylko na przygotowanie się do poważnej matury, ale na osobisty rozwój. Także, podobnie jak w podstawówkach, żeby nauczyli się być ze sobą. Proszę zauważyć: po trzyletnich liceach zniknął nawet sentyment, ochota do powrotu na bale absolwentów” – mówi pani Minister.

A mnie jej słowa w ogóle nie przekonują, bo co ma piernik do wiatraka (a raczej sentyment do edukacji)?

Dobra zmiana?

Nie jestem ekspertem i nie wiem czy planowana reforma będzie lepszym rozwiązaniem niż wszystko to, co było do tej pory. Póki co wszystkie założenia poza 4×4 budzą we mnie entuzjazm, ale nie zmienia to faktu, że jako rodzic odnoszę wrażenie, że od kilkunastu lat rządzącym brakuje pomysłu na system edukacji w Polsce i błądzą niczym dzieci we mgle. Zamiast postawić na konsekwencję – co i rusz wywracają wszystko do góry nogami z myślą, że jakoś to będzie…

Co z budynkami obecnych gimnazjów?

Pozostaną puste czy zostaną do nich przeniesione klasy V-VIII? Minister Zalewska twierdzi:

„Nic się nie stanie z budynkami gimnazjów. Dobre programy wychowawcze, dobre kadry i dobre budynki się obronią

Otóż jest możliwe, że ta siódma klasa będzie mogła mieć zajęcia w najbliższym gimnazjum – czasem to są przecież te same lub sąsiednie budynki. I to obecne gimnazjum docelowo stanie się jedną całością z obecną podstawówką.”

„Wyobraźmy sobie dwie „wyludniające się” podstawówki i jedno gimnazjum w danym miasteczku. Zróbmy z tego jedną szkołę, ale zostawmy siedziby, nie zabierajmy dzieci z ich naturalnych środowisk.”

Jaki sens ma więc wygaszenie gimnazjów w obecnej formie?

Co z uczniami, którzy poszli do szkoły w wieku 6 lat?

W wieku 14 lat zostaną licealistami? Wiem, że to okres przejściowy obejmujący tylko kilka roczników, ale czy te dzieci na pewno będą na to gotowe? Ja sama bardziej przeżywałam przejście z gimnazjum do liceum (a miałam wtedy 16 lat) niż z podstawówki do gimnazjum (13 lat), bo jako starsza nastolatka miałam więcej kompleksów. Poza tym nie jestem taka pewna czy gimnazja były takie złe same w sobie. Może po prostu młodsze pokolenia kierują się zupełnie innym tokiem myślenia niż ich rodzice? Może obecne metody wychowawczy różnią się od tego, co było kiedyś i stąd obecna „gimbaza” będąca obiektem żartów?

Miało być wesoło, a tu błędne koło…

Boję się, że reforma ta zostanie wprowadzona tylko i wyłącznie dla zaspokojenia chorych ambicji rządzących, którzy wpadli w reformatorski szał i przez swoją kadencję planują wprowadzić tyle zmian, ile tylko się da… Zupełnie tak, jakby każdy kolejny minister edukacji musiał zrobić coś, czym zapisze się na kartach historii.

W 1999 roku wprowadzono gimnazja, aby wróciły „najlepsze czasy dla polskiego szkolnictwa” (ład przedwojenny), zaś w roku 2016 postanowiono gimnazja zlikwidować, aby… wróciły „najlepsze czasy dla polskiego szkolnictwa” (ład powojenny). Co więcej – politycy, którzy 17 lat temu przywrócili gimnazja, dziś… te gimnazja likwidują.

reforma edukacji

Jaką mamy gwarancję, że po kolejnych wyborach nowa ekipa rządząca nie wymyśli kolejnej reformy? Z jakiegoś powodu w 1999 r. powstały gimnazja i być może za 4, 8 albo 12 lat ktoś na górze uzna, że jednak warto do nich powrócić? Czy nie byłoby lepiej udoskonalać coś, co już istnieje niż wywracać wszystko o 180 stopni?

Tym samym zgadzam się z prof. Konarzewskim, który kolejną reformę podsumował następującymi słowami:

„Koncepcja postępu przez regres, czyli coś logicznie i merytorycznie bezsensownego […] Chciałbym znaleźć rzeczowy argument na to, że szkoła PRL-owska będzie lepsza niż szkoła, którą stworzyliśmy w III RP, ale takiego uzasadnienia nie ma.”


Zacytowane wypowiedzi minister Zalewskiej pochodzą STĄD i STĄD.

  • Kiedy wprowadzano do systemu edukacji gimnazja, miałam 18 lat. Dokładnie pamiętam ówczesną panikę i wszechogarniające zamieszanie. Pewnie i tym razem bez tego się nie obędzie. Niezależnie czy jest to zmiana na lepsze czy nie, trzeba robić ją z głową a nie na łapu capu, bez opracowania pełnego programu edukacji. A tego nie da się zrobić w kilka miesięcy. I tym razem nie obędzie się bez eksperymentu na żywym organizmie i zwyczajnym burdelu.