Szajbus i pingwiny

Kiedy byliśmy w kinie na „Angry Birds Film” to eM po obejrzeniu zwiastunów od razu zakomunikował mi, że następnym filmem, który obejrzymy będzie „Szajbus i pingwiny”. Z tego powodu swój prezent na dzień dziecka (voucher do kina) zrealizował dopiero na początku lipca. Czy opłacało nam się czekać? Być może lepiej byłoby iść wcześniej na jakiś inny film albo bajkę? Odpowiedź jest tylko jedna.

„Szajbus i pingwiny” to strzał w dziesiątkę!

szajbus i pingwiny

Mój syn jest wielkim miłośnikiem psów, a ostatnimi czasy zamiast bajek ogląda niemal wyłącznie programy przyrodnicze. Z kolei ja w swoim życiu oglądałam już tyle filmów o zwierzętach, że powoli już mi się one przejadły. Poza tym nie przepadam za australijskimi produkcjami, a więc gdyby to ode mnie zależało, na co pójdziemy do kina, to na pewno nie byłby to „Szajbus…”. Na szczęście to nie ja dokonałam wyboru :)

O czym jest film?

Główną atrakcją pewnego australijskiego miasteczka jest położona w pobliżu wyspa zamieszkana przez pingwiny małe. Kiedy żarłoczne lisy odkrywają, że są w stanie przedostać się na wyspę, populacja pingwinów zaczyna drastycznie spadać, co grozi zamknięciem rezerwatu. Pracownicy rezerwatu nie są w stanie nic z tym zrobić, jednak pewien farmer zupełnie przypadkiem odkrywa, że jego owczarek pasterski, który dotąd nie radził sobie nawet z pilnowaniem kurczaków, świetnie „dogaduje się” z pingwinami. Swampy wraz ze swoją wnuczką postanawia więc w tajemnicy przeszkolić Szajbusa i przygotować go do pracy z kurami w garniakach. Czy to możliwe, aby nieokrzesany pies był w stanie uratować zagrożony rezerwat i zamieszkujące go pingwiny?

Kiedy na samym początku filmu pojawiła się informacja, że powstał on na faktach autentycznych – nie wierzyłam. Kiedy wychodziliśmy z kina – dalej nie byłam w stanie uwierzyć, że to wszystko mogło wydarzyć się naprawdę. A jednak! I chyba właśnie to, że gdzieś tam w Warrnambool prawdziwy Szajbus (a w orginale Oddball) został opiekunem nielotów jest w tej całej historii najpiękniejsze.

Bo chociaż obejrzenie filmu polecam Wam z czystym sumieniem to zarazem uprzedzam, że nie należy spodziewać się po nim fajerwerków, dynamicznych zwrotów akcji i dialogów, które na długo zapadną w pamięci. „Szajbus i pingwiny” to historia, która po prostu chwyta za serce, a do tego nie potrzeba żadnych efektów specjalnych.

szajbus i pingwiny

Epilog, czyli „nie róbcie tego w domu”

Każde pokolenia ma swojego ukochanego psiego bohatera – ja wychowałam się na Beethovenie (swoją drogą – kto pamięta przygody sympatycznego bernardyna?) i Lassie, zaś eM pokochał Szajbusa. I na szczęście tym razem historia psa skończyła się „happy endem”, a nie wielką rozpaczą mojego syna jak było po przeczytaniu „O psie, który jeździł koleją” (lektura szkolna dla kilkulatka, w której ginie główny zwierzęcy bohater to moim zdaniem słaby pomysł) i jeszcze większej rozpaczy po obejrzeniu filmu „Mój przyjaciel Hachiko” (tak, popełniłam ten błąd… nawet nie pytajcie ile godzin zajęło mi później uspokojenie młodego…).

  • Wszystkie trzy wspomniane we wpisie filmy bardzo lubimy. Ten opisywany też koniecznie musimy obejrzeć ;)

  • misialala

    Proszę tylko nie fakty autentyczne! To masło maślane ;)

    • Mea culpa!

      Sama nie wiem jak mogłam walnąć takiego byka ;)

      • misialala

        Też właśnie nie wiem, bo Twój blog jest z tego co zauważyłam na wysokim poziomie stylistycznym :) Ale nawet najlepszym zdarzają się wpadki, pozdrowionka dla Ciebie i Twoich facetów :*