z pamiętnika słoika

Słoik vs. Warszawa

Dopiero co pakowałam walizki, a już mieszkam w stolicy od ponad dwóch miesięcy. Kiedy to zleciało? Nie mam pojęcia, ale zapraszam Was na kolejny wpis z cyklu #zpamietnikasloika, czyli kilka faktów z życia warszawskiej świeżynki. Gotowi do startu?

Fakt nr 1

Nasza przeprowadzka stanowczo obniżyła komfort podróży komunikacją miejską na trasie Tarchomin-Saska Kępa. Nie składałam żadnych wniosków do ZTMu, nie wnosiłam żadnych skarg ani zażaleń, nie prosiłam o spowolnienie autobusów. A jednak…

Nie wiem czy wiecie (bo ja nie wiedziałam), ale w Warszawie kursują nie tylko zwykłe autobusy miejskie, ale i autobusy pośpieszne, które nie zatrzymują się na wszystkim przystankach (i właśnie z takiej linii korzystam na co dzień). ZTM uznał jednak, że powinnam spędzać z nimi więcej czasu i od mojej przeprowadzki do Warszawy zwiększył ilość przystanków na tej linii o połowę. Da się? Da się! Czasem tylko zastanawiam się, kiedy moja linia przestanie być linią pośpieszną.

warszawa ztm

Fakt nr 2

W Warszawie na dobre pożegnałam się z moimi planami, aby dokończyć kurs prawa jazdy. Po pierwsze – przeraża mnie ilość samochodów na drogach oraz pieszych ze skłonnościami samobójczymi, a po drugie – za dużo tutaj rond, zjazdów i skrzyżowań. Pisałam Wam już o tym jak do Ikei pojechaliśmy przez przypadek dookoła Warszawy, prawda? No to teraz dodam, że wycieczka do Złotych Tarasów skończyła się kilkukrotnym objazdem galerii zanim odkryliśmy przejście do Narnii wjazd na parking.

Fakt nr 3

Nie noszę rozmiaru S (ani nawet L), więc kiedy pojawiła się nagła potrzeba zrobienia zakupów ubraniowych to miałam z tym poważny problem. W Toruniu dobrze wiedziałam czego gdzie szukać, zaś w Warszawie – nie wiedziałam nic… Do czasu aż ktoś na FB zasugerował mi zakupy na Marywilskiej.

Powiem tak: były łzy, szok i niedowierzanie, a także wielki smutek. Łzy z bezsilności (bo tu jest taaaaaki wybór, że nie wiem od czego zacząć), szok i niedowierzanie wynikające z poziomu cen (a mówili, że w stolicy drogo, pfff), zaś smutek spowodowany moją pracą. To znaczy do moich zarobków nic nie mam, ale gdybym chciała kupić na Marywilskiej wszystko, co wpadło mi w oko to po pierwsze – musiałabym zwolnić się z pracy i skupić się przez najbliższe 5 lat wyłącznie na shoppingu, a po drugie – szybko wyrzuciliby nas z mieszkania, bo zamiast opłaconego czynszu i rachunków miałabym kontener pełen ciuchów, butów i torebek.

warszawa shopping

Fakt nr 4

Kocham warszawskie urzędy i instytucje! Po raz pierwszy w życiu ktoś nie dość, że mi odpisuje na maile z zapytaniami (w Toruniu czekam już 2 lata na odpowiedź od MZK i rok na odpowiedź od MOPRu), to jeszcze podaje swój bezpośredni numer, aby ułatwić komunikację w przypadku pojawienia się dodatkowych pytań. Ba, nawet po wysłaniu maila do szkoły eM dostałam na niego trzy odpowiedzi od trzech różnych osób (taki tam szczegół).

Fakt nr 5

Kiedy po raz pierwszy wracałam z pracy przez plan filmowy to pojawił się taki efekt WOW. Stolica! Gwiazdy! Fejm! Blask reflektorów!

Po kilku razach stało się to już nudne i mało emocjonujące. Na zasadzie,: „Boże, a ci znowu tu stoją i człowiek musi się przeciskać przez chodnik… Nie mogą kręcić tego filmu gdzieś indziej?!”.

Fakt nr 6

O ile ja nie czuję się (jeszcze) warszawianką, o tyle mój telefon czuje się warszawiakiem z krwi i kości. Do tego stopnia, że od dokładnie dwóch miesięcy odmawia ładowania się na prądzie innym niż ten w Warszawie. Mój smartfon w stolicy działa bez problemu, zaś w Toruniu (i w sumie w innych miastach też) za każdym razem albo w ogóle nie widzi (a może nie chce wiedzieć?) ładowarki, albo okłamuje mnie, że się ładuje, a w rzeczywistości dogorywa na resztkach baterii. A dodam, że w grodzie Kopernika spędziliśmy już kilka weekendów od naszej wyprowadzki.

Tak więc mój ukochany Samsung uznaje już tylko prąd warszawski. Cóż za lokalny patriotyzm!

warszawa stadion


Biorąc pod uwagę moje ostatnie doświadczenia to jestem strasznie ciekawa tego, co przyniesie nam jesień w Warszawie. Jedno jest pewne – będzie ciekawie! Stay tuned!

Jesienią zawsze zaczyna się szkoła
A w knajpach zaczyna się picie
Jest tłoczno i duszno, olewa nas kelner
I tak skończymy o świcie

Jesienią zawsze myślę o latach
Tak starych, jak te kamienice
Jesienią o zmroku przechodzę z tobą
Przez pełne kasztanów ulice

Gdy patrzę w twe oczy, zmęczone jak moje
I kocham to miasto, zmęczone jak ja
Gdzie Hitler i Stalin zrobili, co swoje
Gdzie wiosna spaliną oddycha.

  • Mimo, że nigdy nie marzyłam o mieszkaniu w Warszawie, to jednak zdarzyło mi się tam pomieszkać… jakieś 3 miesiące ;) Największy niedosyt mam, ponieważ przez ten cały czas nie zdarzyło mi się (ani tym bardziej mojemu małżonkowi) przejechać metrem :P

  • W Warszawie byśmy nie chciały zamieszkać na stałe. Musisz zdecydowanie nauczyć swój telefon bycia też torunianinem :)

  • Bardzo ciekawe spostrzeżenia. Mam podobnie z urzędami! :)

  • Ja mieszkam w Warszawie od urodzenia i przyznam że kocham to miasto. Przez 7msc mieszkałam zagranica i o niczym tak nie marzyłam jak o powrocie do Warszawy

  • Mieszkam tu od urodzenia i nie zamienię tego miasta na żadne inne.

  • My przeprowadziliśmy się na drugi koniec Polski, na Dolny Śląsk za Wrocław również przed dwoma miesiącami i również tak jak Ty czuję się wszędzie obco. Fakt, lepiej nam się żyje i zarabiam więcej, niż w poprzednim miejscu zamieszkania. Podróż do Wrocławia autostradą jest nielada przeżyciem, ale coraz bardziej Wrocław zaczyna mi sie pdoobać pod wieloma względami :)