Kot w domu – kulisy powiększenia rodziny

Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że kot pojawił się w naszym domu mniej więcej trzy miesiące temu. Trzy miesiące to bardzo krótki okres czasu, a jednak nie potrafię sobie przypomnieć jak to było bez Pusi…

Futrzak totalnie zdominował nasze życie. O ile eM jest już w wielu kwestiach samowystarczalny, o tyle kotem wciąż trzeba się opiekować. Karmienie, czyszczenie kuwety, dbanie o bezpieczeństwo, wizyty u weterynarza… Jest tego sporo i siłą rzeczy każdemu z domowników przybyło obowiązków.

Od dawna wiedzieliśmy, że w Warszawie będziemy chcieli przygarnąć jakieś zwierzątko i szukając mieszkania od razu pytaliśmy właścicieli o zgodę. Już po przeprowadzce rzez krótki czas rozważaliśmy psa, ale ostatecznie uznaliśmy, że skoro spędzamy całe dnie poza domem to nie ma to większego sensu. Poza tym psa trzeba wyprowadzać na spacery, a wraz z nadejściem zimy pewnie wszyscy mielibyśmy tego dość. Padło więc na kota :)

Ciekawostka: kot pojawił się w naszym życiu wcześniej niż zakładaliśmy (w planach był najwcześniej na wiosnę) i tak naprawdę nie był tym wymarzonym (eM chciał kota biało-rudego, zaś M. upierał się, że ma być koniecznie kot, a nie kotka).

Pusia kot

Tak jak pisałam wcześniej – już na samym początku podzieliliśmy się obowiązkami związanymi z posiadaniem zwierzaka: eM na bieżąco czyści kuwetę i karmi Pusię po powrocie ze szkoły, a ja i M. – karmimy kota rano i wieczorem oraz zajmujemy się gruntownym szorowaniem kuwety i całkowitą wymianą żwirku. Poza tym wzięłam na siebie rolę „kociej mamy” i rozpieszczam Pusię do granic możliwości (nasz kot ma ogromną potrzebę bliskości i godzinami mógłby spać wtulony w czyjeś ramiona).

Jaki jest nasz kot?

Tak samo nieszablonowy jak i cała nasza rodzina. Uwielbia twaróg i bigos (te rzeczy trzeba jeść albo w ukryciu, albo o nie walczyć z kocimi pazurami – zwłaszcza, że nie są dla kota wskazane), jej ulubione miejsce do spania to… ja (pełnia szczęścia jest wtedy, gdy pozwolę jej wejść pod bluzkę i spać pod moim ubraniem), zaś wodę pija wyłącznie bezpośrednio z kranu lub z wysokich szklanek. Poza tym uwielbia moczyć futerko i wszelkie umywalki traktuje jako swoje prywatne baseny i prawie zawsze towarzyszy mi podczas kąpieli w wannie – zdarza się, że siedzi tam razem ze mną (a raczej na mnie)… Ulubione kocie zabawy? Głaskanie naszych twarzy łapką (wciskanie nosa jest the best) lub aportowanie niewielkich maskotek. No i nie działa na nią kocimiętka, ale to raczej dlatego, że nasz kot i bez wspomagaczy ma swoje odloty ;)

Czasem zdarza mi się żartować, że Pusia jest naszym kotem zaręczynowym, bo pojawiła się u nas tydzień po zaręczynach.

jaka matka, taka (ko)córka

Jaka matka, taka (ko)córka

Czy pojawienie się kota w jakimś stopniu skomplikowało nasze życie?

Na pewno została ograniczona nasza mobilność. Za każdym razem, gdy wyjeżdżamy na weekend to musimy zabierać ze sobą Pusię. O ile teraz już się do tego przyzwyczaiła, o tyle początki były straszne i upływały pod znakiem miauczenia przez całą drogę. Wraz z kotem przybywa też dodatkowych bagaży – kuweta, łopatka, zabawki, żwirek, karma… O wszystkim trzeba pamiętać, zwłaszcza, że najczęściej wyjeżdżamy z Warszawy wieczorami i wówczas nie mamy możliwości zrobienia zakupów w miejscu docelowym.

Od października M. wraca na studia i będzie się to wiązało również z tym, że teraz we wszystkie weekendy będzie albo w Opolu, albo w pracy. Jeśli więc będę chciała wybrać się do Torunia, to odpadnie wyjazd samochodem. I tutaj pojawia się kolejny problem, ponieważ regulamin Polskiego Busa nie zezwala na przewóz zwierząt, zaś przejazdy PKP są dużo droższe. Tym samym jesteśmy z eM uziemieni w stolicy, ale cóż… Wiedzieliśmy na co się decydujemy :)

Co jeszcze zmieniło w moim życiu posiadanie kota?

– śniadanie przygotowuję z kotem na ręku (poranna potrzeba czułości)
– mycie zębów zaczynam od wyjęcia kota z umywalki
– robienie obiadu zaczynam od wyjęcia kota z garnka
– wieczorną kąpiel zaczynam od wyjęcia kota z wanny
– chodzę spać później, bo wieczorami kot zasypia mi na brzuchu i „nie śpię, bo trzymam kota”
– straciłam możliwość korzystania z toalety w samotności

kot Pusia

Nie zmienia to jednak faktu, że uwielbiam naszą Pusię i nie wyobrażam sobie bez niej życia!

  • Ja też właśnie zastanawiałam się nad kotem, ale chyba nie jestem na to gotowa. Najgorzej, gdy chciałabyś gdzieś wyjechać daleko, polecieć samolotem – co z kotem? To plus jeszcze sierść, która jest wszędzie sprawiło, że zaniechałam realizacji tego pomysłu.

  • Karolina

    My mamy psa i świnkę morską :) I świetnie się nam razem żyje :)

  • Ann

    Ja mam kotę już 13 lat :) Nie wyobrażam sobie domu bez zwierzaka :)

  • Kilka lat temu jakoś nie byłam fanką trzymania zwierzaka w domu (chyba że jakiś chomik itp) ale gdy mój G zamieszkał z nami to po kilku miesiącach dałam się przekonać. No i padło na kota właśnie. Pierwszy był z nami krótko i uwielbiał drapać moje łydki. Drugi… ach, do tej pory go wspominam bo mega kochany był. Niestety po którymś wyjściu na dwór nie wrócił :-(. No i ustaliliśmy potem że robimy przerwę lecz ostatecznie po tygodniu pojawił się kolejny… a raczej dwaj bracia :-P. To było ponad rok temu… Tyle że aktualnie został nam niestety już jeden… Płakaliśmy wszyscy :-( Przytulaśny choć nieśmiały i je tylko jeden rodzaj mięsa ;-).

    • Ps. Od lutego mamy też psa w domu :-P ale kot go nie toleruje ;-)

  • Pusia z pewnością jest nieszablonową kotką :)

  • Jaga

    Chciałam napisać w temacie weekendowych wyjazdów i kota :) Jestem niewolnikiem dwóch koni…tfu, kocurów (5.5 i 6 lat) :) Wyjazdy weekendowe nie stanowią żadnego problemu, koty zostają same z pełnymi (aż zanadto) michami i wodą. Koty jak to koty, mają wywalone, ważne żeby żarcie było. Po powrocie są ewentualne kociefochy, ale szybko idzie się z nimi uporać (metoda przekupstwa zawsze działa). Myślę, że i jeden kot bez problemu sam zostanie w domu na weekend. Zdarzyło się dwa razy, że koty zostawały same na 3 noce. Najgorsza była tęsknota za futrami i czarne wizje dotyczące ich niszczycielskich zdolności, ale nigdy nic nie było. Także w ostateczności można zafundować kotełkowi wolną chatę ;)
    Co do kocich smaków, jeden da się zabić za kukurydzę z puszki, bób gotowany. Drugi zaś za wszelkie jogurty, budynie, gofry i ciasta.
    Pozdrawiam z moimi sierściuchami :)

    • Nasza kotka raz została sama na weekend (wyjeżdżaliśmy w sobotę popołudniu i wracaliśmy w niedzielę wieczorem). Kuweta była w takim stanie, że nie wyobrażam sobie zostawić jej samej na dłużej… No i oczywiście zrobiła sobie głodówkę :P

  • Piękny. My jesteśmy zwolennikami psów więc od 3 lat towarzyszy nam owczarek niemiecki :) jak już się wybudujemy na pewno kupimy jeszcze jednego :) Zwierzęta są wspaniałe :)

    • Psa mieliśmy w Toruniu :)
      Przy czym był to pies podwórkowy i w związku z tym został z moją mamą, bo niekoniecznie odnalazłby się w bloku.

  • Ja za kotami nie przepadam, ale za to mam w domu psa i w sumie to jest podobnie jak u ciebie ;) Z racji tego, że mam podwórko to spacer jest rzeczą, którą czasem odpuszczam. Ale już gotowanie obiadu czy wizyta w łazience musi się odbywać w towarzystwie. Na szczęście RIko nie pakuje się nam do wanny czy łóżka, no do łóżka czasem o ile go sami zawołamy ;) Też wszędzie z nami jeździ, a w transporcie jest nieco trudniejszy niż kicia ;) Głównie przez gabaryty ;D

  • Aleksandra Kujałowicz

    Jak Ty fajnie o tym piszesz :)