kot sterylizacja

Sterylizacja kotki

Kiedy tylko w naszym domu pojawiła się kotka to od razu wiedzieliśmy, że prędzej czy później ją wysterylizujemy. Przymiarki do zabiegu zrobiliśmy już podczas naszej pierwszej wizyty u weterynarza i usłyszeliśmy wówczas, że najlepiej poczekać na pierwszą ruję i dopiero wtedy ustalić termin sterylizacji (uwaga! obecnie sterylizuje się nawet kotki, które pierwszą ruję ma dopiero przed sobą, ale generalnie najlepszy wiek na wykonanie zabiegu to okres pomiędzy 6 a 12. miesiącem życia).

Nam z zabiegiem się jakoś bardzo nie spieszyło, bo po pierwsze Pusia jest kocią jedynaczką, a po drugie – jest kotem niewychodzącym. A skoro szanse na powiększenie naszej rodziny były niemal zerowe, to dlaczego w ogóle zdecydowaliśmy się na sterylizację naszej niespełna rocznej kotki?

Korzyści płynące ze sterylizacji

Sterylizacja eliminuje uciążliwe objawy towarzyszące rui, która u kotek domowych może występować praktycznie non stop. W lutym przez prawie tydzień męczyliśmy się z objawami rui u Pusi i powiem Wam, że to był KOSZMAR – intensywna wokalizacja, do tego ogromna potrzeba bliskości i dreszcze wstrząsające kotem bez chwili przerwy… Nasz wiecznie śpiący kot podczas rui przysypiał tylko na kilkunastominutowe drzemki i to pod warunkiem, że ktoś z nas brał go na ręce. Ten tydzień wypompował nas wszystkich (z kotem na czele) i nie wyobrażałam sobie powtórek…

Inne korzyści płynące ze sterylizacji to zapobieganie infekcjom gruczołu mlekowego, macicy i ropomaciczu oraz zapobieganie nowotworom narządów rodnych i minimalizowanie ryzyka rozwoju nowotworów gruczołu mlekowego.

sterylizacja kotki

Poza tym jestem człowiekiem odpowiedzialnym i nie widzę sensu w tym, aby na świecie pojawiały się kolejne mioty nierasowych kociąt. Nie jestem też zwolenniczką zabijania ślepych miotów, bo moim zdaniem łatwiej i przyjemniej jest jednak zapobiegać ciąży u kotek (zwłaszcza, że każda ciąża i poród to dla zwierzaka spore obciążenie fizyczne, a poza tym zdarzają się również liczne powikłania i akurat tego chciałabym naszej kici zaoszczędzić).

Podsumowując – chociaż głównym efektem zabiegu jest całkowita i nieodwracalna bezpłodność do końca życia zwierzęcia, to jednak nie powinniśmy myśleć o sterylizacji wyłącznie w kategoriach antykoncepcji. Koty trzeba sterylizować w trosce o ich zdrowie, a wyjątek od tej zasady mogą stanowić wyłącznie koty rasowe z hodowli.

Przygotowania do zabiegu

W naszym gabinecie weterynaryjnym czas oczekiwania na zabieg wynosił kilka dni. Przy umawianiu kotki na sterylizację zostałam szczegółowo poinstruowana jak przygotować ją do sterylizacji, ponieważ jest on wykonywany w narkozie. W naszym przypadku zabieg odbywał się późnym popołudniem, więc pozwolono Pusi zjeść połowę śniadania, ale generalnie zasada jest taka, że przed podaniem narkozy kot musi być na czczo przez około 12 godzin (nie powinien dostawać również wody, aby zapobiec wymiotom).

Sterylizacja i co dalej?

Po okołu 5 godzinach dostałam telefon od weterynarza, że mogę już przyjechać po Pusię. Nasza kotka była już w pełni wybudzona i… obrażona na cały świat.

Już w domu widać było po niej, że nie jest zbyt szczęśliwa… Była zamroczona po narkozie, zaskoczona tym, że nie może zapanować nad własnym ciałem i nie podobał jej się kubraczek, w który ją ubrano.

Przygotowaliśmy jej posłanie w salonie, aby mieć ją stale na oku. Wcześniej zakupiłam też podkłady higieniczne, bo wiedziałam, że może mieć problemy z zapanowaniem nad zwieraczami i dotarciem do kuwety. No i co najważniejsze – kazano nam się wstrzymać z karmieniem kota aż do następnego ranka.

I tutaj chcę Wam powiedzieć o największym błędzie jaki popełniłam w momencie przygotowań do sterylizacji kota. Otóż pamiętałam o wszystkim poza… wzięciem sobie urlopu na dwa pierwsze dni po zabiegu.

Sterylizacja kotki? Przyda się urlop!

Nasza kotka już pierwszej nocy potrafiła “wypłynąć” z kubraczka. W myśl zasady, że kot jest cieczą nasza kotka nauczyła się zdejmować z siebie kubraczek w ten sposób, że wszystkie troczki były dalej zawiązane, a jednak ubranko znajdowało się nie na kocie, a obok niego. Tymczasem rana powinna być stale zabezpieczona.

Poza tym Pusia próbowała w nocy wdrapywać się na meble, a że nie panowała nad własnym ciałem to robiła przy tym mnóstwo hałasu i ryzykowała bolesne upadki (nie wiem jak inne koty, ale nasz w kubraczku nie potrafił wylądować na czterech łapach – spadał z wysokości niczym rzucony kamień).

sterylizacja

Dwa dni po zabiegu Pusia zdjęła z siebie kubraczek dosłownie 10 min. po naszym wyjściu do pracy (cwaniara – schowała się pod stołem i tam w ukryciu przed eM rozebrała się do naga). Konieczne było więc, żeby dzieć został z nią w domu i pilnował, żeby nie lizała i nie drapała rany. To było chyba najdłuższe 9 godzin w życiu mojego syna – zapanowanie nad kotem nie było łatwe i dzwonił do mnie z różnymi pytaniami kilkanaście razy w ciągu dnia.

Dwa pierwsze dni były więc najgorsze, ponieważ kot wymagał opieki praktycznie non stop. Później było już łatwiej, chociaż i tak nasza kotka wymagała więcej uwagi niż zazwyczaj.

Przykład – w czasie noszenia kubraczka Pusia ograniczyła swój ruch niemal do minimum. Potrafiła siedzieć przy kuwecie i miauczeć, żeby ją do tej kuwety wsadzić. Albo siedziała dosłownie 20 cm od miski i trzeba było ją zanieść pod samą miskę, bo inaczej głodowała…

Wciąż też domagała się tulenia i noszenia na rękach, więc często było słychać w naszym domu hasła: “Nie mogę, kot na mnie leży” oraz “Nie mogę, trzymam kota”. Doszło do tego, że o ile wcześniej spała wyłącznie w nogach łóżka, tak po zabiegu kładliśmy ją między sobą i domagała się trzymania za łapkę dopóki nie zasnęła :P

O dziwo, po zdjęciu kubraczka nasz kot wrócił do siebie i znowu często trzyma nas na dystans. Czasem się śmiejemy, że jak nam będzie brakowało przytulaśnego kanapowca to wystarczy ubrać Pusię w kubraczek i znowu jej się wszystko odmieni :)

sterylizacja kota

Trauma dla kota?

eM jeszcze przed zabiegiem zapytał mnie czy naszej kotce nie będzie smutno, że nie będzie miała dzieci. Trochę sobie wówczas porozmawialiśmy o różnicy między ludźmi a zwierzętami i wytłumaczyłam mu, że koty (i inne zwierzęta) nie planują potomstwa świadomie i że jeśli już mają dzieci to zamiast uczuć działa u nich po prostu instynkt.

A co za tym idzie – nie uważam, żebyśmy naszą decyzją unieszczęśliwili kota pozbawiając go płodności.

Faktem jest jednak, że od momentu zabiegu Pusia boi się osób spoza rodziny i nie pozwala się nikomu dotknąć. Jeśli tylko ktoś wyciągnie w jej stronę rękę to od razu zaczyna syczeć (na pierwszej kontroli wręcz pogryzła weterynarza), a kiedy coś do niej mówi – wtula się w nas i zaczyna się żalić głośnym miauczeniem.

Poza tym protestuje przed wkładaniem ją do transportera i przestała lubić wycieczki, ale obstawiam, że za jakiś czas zapomni o wszystkim i transportem przestanie jej się kojarzyć wyłącznie z wizytami u weterynarza.

Ile kosztowała nas sterylizacja?

W momencie odebrania kotki po zabiegu zapłaciliśmy dokładnie 312 zł – za sam zabieg, kubraczek i wizyty kontrolne.

Na pierwszej kontroli byliśmy trzy dni później, a następnie mieliśmy pojawić się na zdjęciu szwów po 10 dniach od zabiegu. My planowaliśmy w międzyczasie wyjazd z kotem do Torunia, więc w gabinecie pojawiliśmy się już po 8 dniach (chcieliśmy upewnić się czy z kotem jest wszystko w porządku). Rana nie była wówczas jeszcze w pełni wygojona, więc szwy zostały zdjęte dopiero po 13 dniach.

 

Wpis powstał na podstawie naszych doświadczeń i mojej wiedzy ogólnej na temat kotów. Nie jestem ekspertem, więc nie powinniście traktować tej notki jako porady weterynaryjnej.