w życiu nie można mieć wszystkiego

W życiu nie można mieć wszystkiego

Chciałabym móc pokazać mojemu dziecku inny świat. Spontanicznie zabrać go na weekend nad morze albo w góry. Bez wcześniejszego planowania i kalkulowania zaprosić go w tygodniu do kina, a potem na lody. Zabrać do centrum handlowego i kupić mu buty za 200 zł – takie jak te, które noszą jego koledzy. Wysłać na kolonie bez przeliczania, że taki wyjazd kosztuje prawie tyle ile wynoszą moje miesięczne dochody. Pozwolić mu żyć takim życiem, jakim żyją jego rówieśnicy.

Jako dziecko w kinie byłam raz – ze szkołą. Szkolne wycieczki zawsze mnie omijały, bo nie było nas na nie stać. Jako mała dziewczynka, a później jako nastolatka nigdy nie ubierałam się w sieciówkach, bo nawet one były za drogie na moją kieszeń. Firmowe buty? Markowe kosmetyki? Zagraniczne wycieczki? W sumie do dziś to dla mnie abstrakcja.

Raz bywa lepiej, raz gorzej.

Są miesiące kiedy kasy nie starcza nawet na podstawowe wydatki i takie, kiedy na koniec miesiąca zostaje mi wolne 100 zł. Ale nawet wtedy gdzieś tam z tyłu głowy słyszę głos rozsądku mówiący, że skoro trzeci miesiąc z rzędu jestem na sporym plusie (tak, 100 zł oszczędności to dla mnie dużo) to i tak lepiej te pieniądze odłożyć niż zaszaleć. Bo zbyt dobrze pamiętam jak to jest, kiedy lodówka świeci pustkami, a najbliższego przelewu mogę spodziewać się dopiero za tydzień.

W kryzysowych sytuacjach często ratuję się moimi sposobami na odciążenie domowego budżetu, ale umówmy się – nie zawsze dzieje się tak, że nawet te dodatkowe zlecenia spadają mi z nieba akurat wtedy, kiedy jestem pod kreską.

Chciałabym, żeby żyło nam się lepiej, ale…

Czasem mam wrażenie, że może jednak przesadzam ze swoimi wymaganiami. Moje dziecko przecież ma co jeść, ma co ubrać, ma czym się bawić. Od czasu do czasu zdarzy nam się nawet jakiś wyjazd (chociaż nawet jednodniowy wypad muszę planować ze sporym wyprzedzeniem, aby zaoszczędzić pieniądze na bilety i coś tak prozaicznego jak obiad na mieście). A obok mnie na każdym kroku widuję przecież dzieciaki, które nie mają nawet tego…

Więc może rzeczywiście chcę od życia zbyt wiele?

bieda

Jest jeszcze coś. Ostatni rok to u nas finansowy rollercoaster. Praca, brak pracy, praca, brak pracy. Z perspektywy samotnej matki, która musi sama utrzymać rodzinę to jednak spory problem (zwłaszcza, że na młodego nie otrzymuję żadnych alimentów). Długie tygodnie wyrzeczeń, odmawianie sobie nawet najmniejszych przyjemności… Plus jest taki, że czegoś mnie to jednak nauczyło:

W życiu nie można mieć wszystkiego.

Albo człowiek zarabia pieniądze i nie ma ich kiedy wydawać, albo ma mnóstwo wolnego czasu i brakuje mu funduszy na korzystanie z życia.