lipiec

Kocim okiem (lipiec w obiektywie)

Lipiec jest miesiącem, w którym nasze życie wywróciło się do góry nogami. Nowe mieszkanie, nowe miasto, nowa praca, nowy członek rodziny, nowy status związku… I tylko twarz ta sama, bo na chirurga plastycznego wciąż mnie nie stać :)

Lipiec na Froncie Domowym

Pierwszy tydzień lipca minął nam na rozpakowywaniu całego dobytku oraz na robieniu zakupów do nowego mieszkania. Jestem już na tym etapie, że nam sam widok Ikei robi mi się niedobrze… Czasem mam wrażenie, że na miejsce każdej wykreślonej pozycji natychmiastowo pojawia się co najmniej pięć innych rzeczy, które musimy dokupić, aby żyło się lepiej. Czy to się kiedyś skończy?

W lipcu nasze życie zdominowały dwie BARDZO WAŻNE decyzje. Po pierwsze zaręczyny, a po drugie – powiększenie rodziny. Muszę tutaj pochwalić eM – jako starszy brat spisuje się na medal. Jako, że my spędzamy w pracy całe dnie to na młodym spoczywa karmienie kota, bawienie się z nim i czyszczenie kuwety. Ja w jego wieku znudziłabym się już po kilku dniach (przerabiałam ptaszki, rybki, chomiki, króliki, świnki morskie, psy, koty i inne zwierzątka), a on dzielnie trwa na posterunku. Mój bohater!

Co do zaręczyn – M. twierdzi, że moja reakcja totalnie go zaskoczyła. W sensie, że bez wahania odpowiedziałam „tak” i nie było po mnie widać szoku, zupełnie jakby zapytał się mnie w trakcie obiadu czy mam ochotę na herbatę. No ale nad czym miałam się zastanawiać, skoro od samego początku wiem, że to jest właśnie to? ;)

Ten miesiąc upłynął nam również pod znakiem odkrywania stolicy i tego, co może nam ona zaoferować. Moi panowie byli m.in na gokartach, zaś w minioną niedzielę wybraliśmy się we trójkę do Muzeum Powstania Warszawskiego. Planowałam zrobić tam kilka zdjęć, jednak ostatecznie uznałam, że jakoś tak nie wypada. Wolałam w pełni wczuć się w atmosferę tego miejsca niż bezmyślnie biegać z aparatem. Nie to, żebym potępiała ludzi, którzy robią tam zdjęcia – po prostu dobrze siebie znam i wiem, że akurat ja nie potrafię skupić się na dwóch rzeczach jednocześnie.

Lipiec w obiektywie

łazienki królewskie

park łazienkowski

I właśnie w tych okolicznościach przyrody zostałam narzeczoną :*

zaręczyny

Świętowanie naszych zaręczyn… a tydzień później wesela mojego kuzyna :)

moje dzieci

Moje dwa słodziaki – eM i Pusia :)

koci przytulas

I tak każdego dnia… Przynajmniej 2 h dziennie leżę na kanapie ze śpiącym kotem w ramionach :)

Lipiec na Youtubie

W tym miesiącu polecam Wam kolejne dwa kawałki.

Na pierwszy ogień idzie „Mrok” mojego M. (łapki w górę mile widziane), a następnie jedna z najpiękniejszych polskich ballad – „Być dla kogoś” (za każdym razem mam ciary jak tylko słyszę głos Kuby).


A Wam jak minął lipiec?

 

  • Lipiec minął nam szybko i w większości wyjazdowo :)

  • Piękne wspomnienia, masz lipiec bardzo intensywny!

  • U nas lipiec głównie domowo i można powiedzieć zwyczajnie… Co jedynie Dusia była na 5 dniowej półkoloni.
    Pusia jest urocza… I też podziwiam M. bo me dziecko z kotami woli się bawić ewentualnie wyczesać… kuweta i karmienie to moja działka ;-).
    Aaa… No i bardzo romantyczne miejsce, idealne na zaręczyny… Nie wiem czy już gratulowałam?
    Ps. W poniedziałek wybieramy się do Stolicy ;-)

  • Maluch w domu

    Ikea to zło. Wchodzisz po jedna rzecz a wychodzisz z 5 :) Ale urządzanie swojego to bajka 😊