mój plan dnia

Mój plan dnia – tylko dla wytrwałych :)

Ostatnie dni upłynęły mi na planowaniu, kombinowaniu i załatwianiu. Krótko mówiąc – doczekałam się planu zajęć na uczelni. Czuję, że pod koniec miesiąca będę przypominać żywego trupa…

Poniedziałek

Pobudka o 5 rano – śniadanie, ubranie się, przygotowanie jedzonka dla Mateusza. O 6 budzę młodego i po 25 minutach wychodzimy na autobus do przedszkola. W przedszkolu jesteśmy chwilę przed 7. Potem Mati idzie się bawić, a ja jadę na uczelnię. Na szczęście mam tylko angielski i o 9.45 jestem już wolna. Gdzieś tak koło 11 docieram do domu, chwilę odpoczywam i jem coś na szybko, żeby zdążyć na autobus o 13.26. Szybkie zakupy i kwadrans po 14 odbieram Mateusza. O 15 jesteśmy w domu. Jemy obiad, trochę się bawimy i o 18:30 młody idzie się kąpać. Potem tylko bajka, kolacja i usypianie.

Wtorek

Mniej więcej do godziny 9.30 mój plan dnia wygląda tak samo jak w poniedziałek. Z tym, że zamiast angielskiego mam wykład z podstaw zarządzania. Potem 1,5 godzinne okienko i wf (zapisałam się na callanetics). Po wfie mam czas na przejście się po sklepach, bo do domu nie opłaca mi się wracać. Po 14 odbieram Mateusza. Jedziemy w stronę domu, jednak po Mateusza na przystanek przychodzi babcia, ponieważ ja muszę wracać na uczelnię. Zajęcia mam od 16.20 do 19.30, tak więc do domu docieram ok. 20.30. Mateusz już sobie smacznie śpi :(

Środa

I znowu powtórka z poprzednich dni. Z tym, że zajęcia mam do 17.50 i Mateusza odbiera z przedszkola moja mama. Wracam do domu akurat na usypianie Mateusza.

Czwartek

Święto – możemy pospać godzinkę dłużej, bo zajęcia mam dopiero na 9.40. O 13.45 kończę naukę i jadę po młodego. W domu jesteśmy o 15.30. Potem dzień mija nam mniej więcej tak, jak zawsze.

Piątek

Koniec świętowania – wstaję znowu o 5. Zajęcia mam od 8 do 11.10. Po 12 wracam do domu, jem coś na szybko i ruszam z powrotem na uczelnię, bo od 14.40 do 17.50 mam wykład z polityki ekonomicznej. Mateusza z przedszkola odbiera babcia albo któraś z cioć. Znowu wracam do domu na usypianie młodego.


Mam nadzieję, że wybaczycie mi nieobecność na Waszych blogach – obiecuję, że postaram się Was odwiedzić jakoś w weekend. Na samą myśl o tym, co będzie, jestem WYKOŃCZONA. Dziś Mateuszowi o 4 rano zachciało się mleka, a potem nie mogłam usnąć, więc ledwo patrzę na oczy. Do tego mały od 3 tygodni ma kaszel i w nocy budzi się po kilka razy….

Podobało się? Podaj dalej: