związek na odległość

Każdy związek na odległość kiedyś trzeba zakończyć

Kiedy nieco ponad półtora roku temu związałam się z M., było wiadomo, że przez pewien czas będziemy funkcjonować jako związek na odległość – ja miałam swoje życie w Toruniu, a on swoje w Opolu. Przez pierwszy rok widywaliśmy się średnio raz w miesiącu. Czasem było to aż kilka dni (w przypadku długich weekendów i korzystania z urlopu), czasem tylko jeden weekend (gdzie dobre kilka godzin zajmował dojazd dwoma pociągami w jedną stronę). Tak naprawdę nie mieliśmy wyjścia, bo głupotą byłaby przeprowadzka na tak wczesnym etapie związku.

czy związek na odległość ma sens

Od samego początku wiedzieliśmy jednak, że to jest rozwiązanie tymczasowe i że prędzej czy później któreś z nas będzie musiało wywrócić swoje życie do góry nogami. Nie oczekiwałam jednak, że tym kimś będzie M. i cieszyło mnie, że on również bierze pod uwagę zarówno życie w Opolu, jak i w Toruniu. Dzięki temu nie czułam się na dzień dobry postawiona pod ścianą i wiedziałam, że któregoś dnia decyzję podejmiemy wspólnie.

Po roku zamieszkaliśmy razem w moim rodzinnym domu i byliśmy przekonani, że właśnie Toruń stanie się naszym domem. Życie lubi jednak zaskakiwać i od maja znowu jesteśmy w związku na odległość. Tym razem potrwa to na szczęście tylko dwa miesiące, a i z Warszawy do Torunia jest o wiele bliżej, więc możemy widywać się częściej niż kiedyś.

Czy odległość ma znaczenie?

Mam porównanie i śmiało mogę stwierdzić, że łatwiej było nam kiedy mieszkaliśmy na dwóch różnych końcach Polski niż teraz, kiedy dzieli nas niecałe 200 km. Odległość nie ma tu jednak nic do rzeczy! Powód jest zupełnie inny:

Decydując się na bycie razem każde z nas miało swoje życie, a więc nie było problemu z przestawieniem się na kolejną rozłąkę po wspólnie spędzonym weekendzie. Pewnie, że tęskniłam, ale tak na prawdę po każdym spotkaniu wracałam po prostu do swojej rutyny i wypracowanego rytmu dnia. Rozstania były dla mnie więc mniej bolesne niż teraz, kiedy mieszkając razem przez pół roku przyzwyczailiśmy się do tego, że po pracy spędzamy razem każdą wolną chwilę. Już po dwóch dniach od przeprowadzki M. do Warszawy strasznie brakowało mi wspólnego szykowania się do pracy, wspólnych zakupów i wieczorów spędzanych przed TV. Nawet obiad smakował mi zupełnie inaczej, kiedy przy stole siedziałam tylko z eM.

Dużo łatwiejsze było dla mnie wejście w związek z kimś, kto mieszka daleko niż rozstanie z kimś, kto przez długi czas był obok mnie. Niby to wciąż jeden i ten sam związek, ale jak widać, w obu tych przypadkach postrzegałam go zupełnie inaczej. Kiedyś odliczałam dni do naszych powitań, a teraz – bardziej skupiam się na pożegnaniach.

[Związek na odległość] ma sens, o ile będzie się dążyło do tego, by tę odległość zredukować do dwóch pokoi w jednym mieszkaniu.

U “Dziewczyny z obrazka” przeczytałam kiedyś bardzo mądry tekst o związkach na odległość, z którego pochodzi powyższy cytat. I właśnie dlatego codziennie odliczam dni do mojej przeprowadzki do stolicy i nie potrafię wyobrazić sobie życia na dwa domy dłużej niż do lipca. Już wielokrotnie słyszałam, że niepotrzebnie wywracam do góry nogami życie swojego dziecka, bo przecież M. mógłby pracować w Warszawie, a ja – dalej mieszkać z młodym w Toruniu. Tyle, że nikt z sugerujących mi takie rozwiązanie osób nie wziął pod uwagę tego, że nie można tak żyć wiecznie… Kiedyś trzeba podjąć decyzję i albo ktoś z nas i tak musiałby się przeprowadzić, albo nie byłoby sensu ciągnąć tego dalej.

Znam pary, które od lat żyją w związkach na odległość – mąż zarabia za granicą, a żona z dziećmi mieszka w Polsce. Tęsknią, odliczają dni do kolejnych spotkań i… nic z tym dalej nie robią.. Rozumiem, że często ci ludzie nie mają wyboru, ale ja bym tak nie potrafiła na dłuższą metę. Miesiąc, rok, dwa lata – być może tyle bym wytrzymała, ale na pewno nie dłużej. Wolałabym albo podążyć za ukochanym w nieznane, albo ledwo wiązać koniec z końcem, bo według mnie lepsze to niż przez pół życia tęsknić.

A co Wy myślicie o związkach na odległość?