znicze

[*] [*] [*]

Sobotni ranek… Mateusz oglądał w telewizji bajki, a ja z nudów weszłam na jakiś czat. Docierają do mnie strzępki informacji: “prezydent”, “Smoleńsk”, “katastrofa samolotu”, “nikt nie przeżył”. Doszłam do wniosku, że widocznie rozbił się samolot z prezydentem jakiegoś kraju na pokładzie. Sprawdzam więc pierwszy lepszy serwis informacyjny i dostrzegam tylko “Lech Kaczyński”… Szok, niedowierzanie. Odruchowo zerkam na kalendarz i myślę sobie, że to kiepski prima aprillisowy żart. Dopiero po chwili dociera do mnie, że mamy 10 kwietnia i że katastrofa wydarzyła się naprawdę.

smoleńsk

Zginęło tak wielu ludzi… Nazwiska, które do tej pory kojarzyłam tylko ze słyszenia, nagle zyskały dla mnie twarze. Ludzie, o których czytałam dotąd w prasie, nagle stali się dla mnie ludźmi z krwi i kości. Nie płaczę za Prezydentem, Pierwszą Damą, Posłami… Płaczę za ludźmi, którzy niczym się ode mnie nie różnili. Ludźmi, którzy pozostawili po sobie rodziny, przyjaciół, mnóstwo niedokończonych spraw…

Nie przepadałam za Prezydentem, ale dziś to nie ma dla mnie znaczenia. Mam tylko nadzieję, że ta śmierć nie pójdzie na marne. Że Europa i cały świat zapamiętają czym był dla Polski Katyń. Że w pewnym sensie zmieni się sposób myślenia zarówno polityków, jak i nas – zwykłych, szarych obywateli…

10 kwietnia polityka zyskała w moich oczach ludzki wymiar.
10 kwietnia zaczął się nowy etap w dziejach IV RP.
10 kwietnia Polska zjednoczyła się w smutku i bólu.

Przeczytaj również: