Ostatnie urodziny z dwójką z przodu

Dzisiejszy dzień jest dla mnie szczególny – to jest ten moment, kiedy obchodzę swoje ostatnie urodziny z dwójką z przodu!

Ci, którzy czytają mnie od kilku lat, doskonale wiedzą, że wizja magicznej trzydziestki już od jakiegoś czasu wzbudzała we mnie przerażenie i skłaniała do refleksji.

A jak jest dzisiaj – dokładnie rok przed zmianą kodu na trójkę z przodu?

Ostatnie 10 lat mojego życia było bardzo intensywne. Przez ten czas zdążyłam iść na studia i po kilku semestrach z nich zrezygnować; wysłać dziecko do przedszkola; pójść do pierwszej poważnej pracy, a potem jeszcze siedem razy tę pracę zmienić; spotkać na swojej drodze mnóstwo pozytywnych ludzi i przeżyć z nimi niezapomniane przygody; posłać eM do szkoły, dwa razy wybrać się na kurs na prawo jazdy; zjeździć Polskę wzdłuż i wszerz; skończyć szkołę policealną; przeprowadzić się do Warszawy; zaręczyć się; adoptować kota; przeżyć kilka szalonych imprez i sporo życiowych rozczarowań…

Czy boję się trzydziestki?

Dopiero kiedy sobie to wszystko uświadomiłam, to zdałam sobie sprawę z tego, że ja wcale nie boję się trzydziestki… Nie… Ja się boję tego, że teraz moje życie może już tylko zwolnić!

Choćbym stanęła na rzęsach to i tak nie ma szans na to, aby przez kolejne 10 lat wydarzyło się w moim życiu przynajmniej drugie tyle emocjonujących rzeczy. Wynika to głównie z tego, że mój tryb życia jest teraz zupełnie inny, a i do głowy nie przychodzą mi już takie szalone pomysły, jak jeszcze kilka lat temu.

Oczekiwania vs. rzeczywistość

Zawsze marzyłam o tym, żeby w wieku 30 lat mieć poukładane życie – skończone studia, kochającego męża, własne cztery kąty, satysfakcjonującą pracę i gromadkę dzieci. A kiedy w końcu doczekałam się tej upragnionej stabilizacji (a przynajmniej w pewnym sensie, bo jednak rzeczywistość nie pokrywa się z moimi ówczesnymi oczekiwaniami), to okazuje się, że… w mojej sytuacji to nie do końca jest aż takie fajne.

Dlaczego? Ano dlatego, że ja przeżywam swoje życie, za przeproszeniem, od dupy strony :P

Przeciętna kobieta wszystko robi po kolei – najpierw poznaje miłość swojego życia, potem bierze ślub i decyduje się na założenie rodziny. W międzyczasie jest oczywiście czas na zdobywanie wykształcenia i doświadczenia zawodowego, czas na dorabianie się itd.

19

U mnie wszystko potoczyło się zupełnie inaczej i przyzwyczaiłam się do życia w chaosie. Matura z dwulatkiem pod pachą, wspólna nauka do kolokwiów z przedszkolakiem, pierwsza praca na etat w połączeniu z pierwszą klasą dziecia, pierwszy poważny związek (i to na odległość) z równoczesnymi przygotowaniami eM do I Komunii. Nigdy nie mogłam sobie pozwolić na to, aby skupić się tylko na jednej rzeczy i przeżyć tego na 100%.

Życie zaczyna się po trzydziestce

Od wielu osób słyszałam już, że życie zaczyna się po trzydziestce, ale sama mam co do tego wątpliwości. Może u innych to się sprawdza, jednak ja mam wrażenie, że mój czas już minął. Od kilku lat moje życie konsekwentnie zwalnia i po prostu muszę się z tym pogodzić…