Inwazja różowych pantofelków

Mateusz od dawna jest przekonany, że kobiety bez względu na wiek powinny ubierać się wyłącznie na różowo. No, ewentualnie na różowo-biało… I koniecznie powinny być z pomalowanymi na czerwono ustami! W związku z tym każde nasze wspólne wyjście do sklepu upływa nam właśnie pod znakiem landrynkowego różu…

Wchodzimy do sklepu z ubraniami:

– Dzień dobry, przyszedłem kupić dla mamusi różową spódniczkę. Ma pani jakąś?

Wchodzimy do sklepu obuwniczego:

– Dzień dobry, chciałem kupić mamusi różowe pantofelki na obcasie. Bo moja mama lubi obcasy, żeby wyglądać bosko. (że co?! przecież ja nie umiem nawet chodzić na wysokich obcasach!!!)

Wracamy do domu z niczym:

– Mamusiu, zaraz dostaniesz karę! Bo miałaś sobie kupić te różowe pantofelki i już! Teraz ta pani w sklepie się na ciebie pogniewa!

Wracamy do domu z zakupami:

– Mamo! Czemu nie kupiłaś nic różowego?! Zaraz będę ryczał! Przecież różowy zabija bakterie!

Jak już się domyślacie – mamy w domu małą wojnę mamusiowo-synusiową pod flagą biało-różową. Ale czy to moja wina, że różowy nie jest moim ulubiony kolorem?

biel i róż

Mati dostał zaproszenie na urodziny koleżanki. Przypomniało mu się to przy wychodzeniu z przedszkola, więc zapytał koleżankę z grupy:

– Julka, czy ty też jesteś zaproszona na tą urodzinową imprezkę? Bo wiesz, trzeba się na nią przyszykować, żeby wyglądać bosko.


Wieczorne wyznanie Synusia eM:

– Bo wiesz mamo, ja myślałem, że ty mnie porzuciłaś i że już nie wrócisz. A ty byłaś tylko w Warszawie… Ale następnym razem weź mnie ze sobą do kina! Ja na premierze będę grzeczny, tylko żeby mi tam fotki robili, dobra? Niech mnie dużo fotografują!

A tak się starałam przez dwa dni wbijać mu do głowy, że wyjeżdżam tylko na dwa dni i że na pewno do niego wrócę, bo go bardzo mocno kocham… :P