czy umiesz prosić o pomoc

Czy umiesz prosić o pomoc?

Bycie mamą nieraz bywa trudne i frustrujące. Nieprzespane noce, dziecko domagające się co 5 minut piersi, kolki, ząbkowanie, kilometry wydreptane z płaczących maluchem w ramionach, choroby, marudzenie o byle co, bunty X-latka (u nas bunt 2-latka trwa do dzisiaj). To wszystko da się znieść… Do czasu.

mama

Raz na jakiś czas dopada mnie kryzys macierzyństwa i mam wtedy ochotę zamknąć się w szafie (dosłownie – zamknąć się w szafie, a nie – zostać szafiarką) i nad butelką wódki wyć do księżyca. Albo porządnie trzasnąć drzwiami (najlepiej tak, aby odpadł tynk ze ścian), wyjść z domu i nie wracać tam przez kolejne tysiąc lat. Śmiem twierdzić, że emocje te są u matek czymś normalnym, bo wbrew pozorom – jesteśmy tylko ludźmi, którzy mają prawo do gorszego dnia (ciiii… zdradzam sekret – matka to TYLKO człowiek, a nie istota nadprzyrodzona!).

Co w takiej sytuacji?

Wystarczy poprosić o pomoc. Babcię, dziadka, ciocię, wujka, siostrę, brata, matkę, ojca, sąsiadkę, sąsiada, przyjaciółkę, przyjaciela, listonosza… No dobra – listonosza skreślam z listy, bo trochę się zagalopowałam. Ale serio – wystarczy powiedzieć wprost, że potrzebujemy chwili odpoczynku i poprosić, aby ktoś wpadł na godzinkę zająć się naszym dzieckiem. Albo zapytać, czy w drodze wyjątku ktoś inny nie mógłby odebrać naszej pociechy ze żłobka/przedszkola/szkoły…

Banalne? Banalne.

(: UWAGA! WAŻNY KOMUNIKAT! :)

Wpis jest ofertą współpracy barterowej na zasadzie “Ty mi dziecko (“dopiero dorosłam do bycia matką”), ja Tobie wolną chwilę”.*

*Ponoć pilnowanie dzieci bardziej popularnym blogerkom jest teraz modne. A że ja sama nie mam nic przeciwko nowym trendom, to poszerzam ofertę – pilnowanie dzieci czytelniczkom. To też może być faszyn!

** Jeśli w przeczytanym powyżej akapicie nie wyczuwasz ironii to… Twój problem, a nie mój.

Przeczytaj również: