Kto jest lifementorem

Kto jest moim LifeMentoreM?

Dla każdej matki jej dziecko jest “naj”. Nie jestem tutaj wyjątkiem, a co więcej – jest kilka cech, których strasznie zazdroszczę mojemu dziecku. Może nie wypada mi się do tego przyznawać, ale w pewnych kwestiach to on jest dla mnie nauczycielem i mentorem.

Co konkretnie mam na myśli?

Dar do zjednywania sobie ludzi.

Od dziecka walczę z nieśmiałością, o czym pisałam m.in. w TYM tekście. Mimo wszystko ludzie często postrzegają mnie jako osobę mało sympatyczną i zdystansowaną. Z kolei eM bez najmniejszego problemu potrafi w ciągu kilku sekund znaleźć z każdym wspólny język.

Czasem mam (nieskromne) wrażenie, że ludzie go wręcz uwielbiają. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że w sklepach niemal codziennie dostaje #darylosu (jak nie od kasjerek to od innych klientów – normą są lizaki, słodycze, owoce), a taksówkarze dają mu jakieś specjalne zniżki (sama o takich cenach mogłam pomarzyć nawet 30 kg temu wracając do domu w spódniczce mini :P)?

Każdego dnia staram się więc upodobnić do mojego syna – częściej się uśmiechać, zagadywać do innych ludzi i… być sobą :)

happy

Zaradność życiowa.

U mnie… brak jej tam (ha, kto wie skąd te słowa?). Co prawda ogarniam wszelkie sprawy urzędowe i przy odrobinie wysiłku pozostawiona sama sobie nie umarłabym z głodu ani nie doprowadziłabym domu do ruiny. Jednak bez bicia przyznaję, że gdyby eM tylko chciał to bez problemu sprzedałby mnie wraz z całym dobrodziejstwem inwentarza, a ja nawet nie wiedziałabym komu, gdzie, kiedy i za ile (mam przy tym nadzieję, że jak dorośnie to nie będzie handlował modelkami z instagrama…) :P

Mój syn jest mistrzem kombinowania, szukania alternatyw i… czerpania z życia garściami. Dla niego nie ma rzeczy niemożliwych – są tylko takie, które może osiągnąć albo natychmiast, albo tuż po odebraniu dowodu osobistego (i po włożeniu w to odrobinę wysiłku). Nawet słodycze potrafi sobie kupić pomimo wstrzymania kieszonkowego (pomijając #darylosu), bo dogaduje się z panią kiosku, że po prostu zapłaci jej kiedy indziej, a co :P

Zaradność jest więc kolejną rzeczą, której uczy mnie syn. Staram się zatem myśleć jak on – “nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko takie, z których za szybko rezygnuję”.

lifementor

Oczywiście nie jestem matką ślepo zapatrzoną w swojego syna i tym samym te cechy, których po cichu mu zazdroszczę, często doprowadzają mnie w nim do szału. Tym samym korci mnie nieraz, żeby ową zaradność życiową tępić u młodego w zarodku, ale z drugiej strony – sama dobrze wiem jak to jest być po drugiej stronie. Myślę więc, że tylko zdrowy rozsądek jest w stanie nas uratować… Mnie przed wizytą u psychiatry, a eM – przed wpadnięciem w samozachwyt i jaraniem się własną zajebistością.