pamiętnik

Drogi pamiętniczku…!

Dzisiaj jest 20 stycznia, a to oznacza, że za nami 2/3 miesiąca i prawie 1/12 roku. Zaczynam się cieszyć, że nie zrobiłam postanowień na 2016 rok, bo póki co wciąż pracuję nad tymi z roku 2007 (9 lat obsuwy to nie tak źle, prawda?). Miałam na dziś ambitny plan, aby w końcu ruszyć z nauką włoskiego, ale moja wrodzona prokrastynacja uznała, że lepszą rozrywką będzie grzebanie w starym pamiętniku (tym samym, do którego wklejałam zdjęcia Tuska! mea culpa, mea maxima culpa!).

pamiętnik

9 lat temu świętowałam fakt, że moje 5-miesięczne dziecko dorobiło się drugiego ząbka. Poza tym nie mogłam się doczekać polskich eliminacji do Eurowizji, wyczekiwałam imprezy z okazji osiemnastki najlepszej przyjaciółki oraz byłam dumna z mojej średniej 4,09 na zakończenie I semestru drugiej klasy liceum. Hasło dnia: “Tak samo jak inni mam swe potrzeby, mam swoje sny i swoje marzenia – ogólnie mówiąc przypadki myślenia“. Taka tam 18-letnia ja :)

8 lat temu za dnia wkuwałam do matury, a wieczorami oddawałam się marzeniom – dobra praca, mąż, jeszcze co najmniej (!) dwójka (!) dzieci, własne mieszkanie i samochód. Dokładnie w tej kolejności :)

Jaki z tego wniosek?

Prowadzenia pamiętnika (a później bloga) było najlepszą decyzja, jaką kiedykolwiek podjęłam.

Wspomnienia mają to do siebie, że są bardzo ulotne. Gdyby nie te codzienne zapiski to o większości dialogów z eM, codziennych sytuacjach i głębszych refleksjach zapomniałabym w ciągu kilku tygodni. Tymczasem uwielbiam wracać myślami do tego, co było! Z perspektywy czasu nawet największe niepowodzenia wydają się być świetną lekcją życia, a codzienne rozterki mnie sprzed X lat są ciekawsze od niejednej powieści. I właśnie dlatego od ponad tygodnia wieczory spędzam na czytaniu archiwum swojego bloga – przypomina mi to dlaczego zaczęłam pisać i pokazuje jak zmieniłam się przez te wszystkie lata.