pobudka

(Nie)Typowy poranek

Niemal każdego ranka między godziną 5.30 a 7.30 budzi mnie okrzyk „Mama tań!”. Zawsze wtedy próbuję ukryć się pod kołdrą zanim Synuś eM zaatakuje mnie na dobre… Wiadomo jednak, że dzieci (a przede wszystkim TO dziecko) mają różne sposoby na wyciągnięcie rodzica z ciepłego łóżeczka…

Sposób nr 1

Mateusz przynosi do łóżka kilka swoich ulubionych książeczek. „Śpię”, więc mam zamknięte oczy. Ale to dla niego nie jest problem – oczy zawsze można otworzyć komuś na siłę. Teraz wystarczy tylko walnąć mnie w głowę najgrubszą książką (w razie potrzeby wielokrotnie to powtórzyć) i już po chwili mamusia grzecznie czyta po raz setny przygody Tobika…

Sposób nr 2

Wiadomo, że kawa każdego postawi na nogi. A już zwłaszcza odgłosy dochodzące z kuchni, świadczące o tym, że próbuje ją zrobić bardzo samodzielny 3-latek. Nie mam innego wyjścia jak tylko biegiem ruszyć do kuchni, wydrzeć z małych łapek czajnik i sprawdzić czy ktoś tu przypadkiem nie odkręcił gazu… Po takich przeżyciach w 100% mija mi ochota na sen.

Sposób nr 3

Jest to sposób najbardziej przypominający „normalną” pobudkę. Mateusz wbiega na łóżko depcząc mi po brzuchu (zdarza się, że i po głowie), odsłania zasłony i woła „Mama, obu! (obudź się) Jest dzień! Tań!”. Równocześnie wsadza mi do jednego oka palec, do drugiego plastikowy śrubokręt i gryzie mnie w łydkę. Jeśli to nie pomaga, to palec wędruje do mojego ucha, śrubokręt do gardła, a zęby zaciskają się na moim nosie. W końcu muszę wstać… Dla świętego spokoju.


Sposobów jest oczywiście więcej. Jednak dziś o godzinie 5.47 wyrwał mnie ze snu sposób numer 1 i obawiam się, że zaraz zasnę… :)

Podobało się? Podaj dalej: