szkoła

Mateusz idzie do szkoły

Każdego dnia, gdy wychodzę na uczelnię, Mateusz zaczyna płakać. Nie dlatego, że za mną tęskni…. Nie dlatego, że nie lubi zostawać z babcią… On po prostu też chce iść do szkoły. Ostatnio opowiadałam mu, że do szkoły trzeba mieć podręczniki, zeszyty, piórnik, plecak i inne tego typu gadżety. Tłumaczyłam mu, że jest za malutki na szkołę i że za kilka lat będę go tam musiała zaciągać na siłę, więc powinien się cieszyć wolnością. Mimo wszystko on nadal powtarzał: „Ja ćem”.

W zeszłym tygodniu spełniło się jego marzenie. Musiałam jechać po wpis do indeksu, więc wzięłam go ze sobą. Ta decyzja omal nie doprowadziła mnie do załamania nerwowego. Ale zacznijmy od początku…Wstaliśmy rano i oznajmiłam małemu, że dziś jedzie ze mną do szkoły. Tak więc pognał w euforii (i do tego na golasa, jako że właśnie zdejmował piżamę) do drugiego pokoju i przyniósł swój mały plecaczek. Widać, że wcześniej dokładnie mnie słuchał, bo spakował do niego książki (i co z tego, że o „Strażaku Samie”?), zeszyt (kolorowanka) i pudełko kredek. Był tak szczęśliwy, że odmówił nawet zjedzenia śniadania.

szkoła

O 8.20 wyszliśmy z domu i ruszyliśmy w stronę autobusu. Dla Synusia eM każdy duży budynek to szkoła, więc podczas jazdy pytał mnie wciąż: „To mama śkoła?” Wreszcie przejeżdżaliśmy koło szkoły specjalnej i Mateusz ryknął na cały autobus: „Oooo! Mama śkoła!” Natychmiast zaprzeczyłam, ale nie zmienia to faktu, że wszyscy podejrzliwie na mnie patrzyli… Przesiadka i 30 minut w następnym autobusie. Myślałam, że ogłuchnę od niezliczonej ilości pytań…

W końcu dotarliśmy na miejsce i wytłumaczyłam młodemu co wolno, a co nie. Weszliśmy do środka i małemu od razu wszystko się pomyliło – w ciągu 3 minut zrobił wszystko to, czego mu zabroniłam i na dodatek rozpłakał się, że nie pozwoliłam mu zrobić „myju myju” w fontannie :P

W autobusie powrotnym rozpętała się histeria, bo Mateusz zrobił się głodny. Odmówił zjedzenia ciasteczek, o chrupkach powiedział, że „to gółno” i oznajmił: „Ja ćem wuwu” (rurkę z kremem). Uspokoił się dopiero na widok dziewczyny jadącej autobusem ze szczurem w klatce. Kiedy tylko zobaczyłam szczura byłam pewna, że zaraz nastąpi katastrofa (już raz przydarzyło nam się to, o czym teraz napiszę…). Synuś eM z błyskiem w oku zawołał: „Ścuj ma ogon!”, a po chwili wskazał u siebie na wiadomą część ciała i oznajmił triumfalnie: „Ja teź mam ogon!” W autobusie zapanowała na chwilę zupełna cisza, wszyscy się na nas zaczęli dziwnie patrzeć…

Gdy tylko dotarłam do domu, Mateusza wysłałam na podwórko a sama miałam chęć walnąć głową w ścianę… Do dziś nie powróciłam do stanu równowagi psychicznej, a na słowo „śkoła” w ustach Mateusza reaguję przerażeniem…

Podobało się? Podaj dalej: