zwariowane pomysły

Zwariowane pomysły Synusia eM

Są dzieci grzeczne i grzeczniejsze, spokojne i bardzo energiczne… Ja sama byłam przykładem dziecka, które potrafiło kilka godzin bawić się jedną zabawką, kurczowo trzymało się rodziców i nawet gdy trochę odrosłam od ziemi nigdzie nie ruszałam się bez mamy.

Mateusz jest moim zupełnym przeciwieństwem. Przez pierwsze 3 lata swojego życia zdążył:

– zrobić wielkie wgniecenie w drzwiach lodówki
– zniszczyć piekarnik
– zbić szyby w dwóch drzwiach
– jedne drzwi zdjąć z zawiasów
– zerwać tapetę w pokoju mojej cioci
– w swoim pokoju zrobić w ścianie dziurę o średnicy 5 cm i głębokości 10 cm
– wyrwać pas bezpieczeństwa dla niepełnosprawnych w autobusie
– w kolejnym autobusie zablokować drzwi
– zjeść kilkanaście ślimaków
– kilkakrotnie włożyć głowę w otwór w krześle tak, że nie mógł jej później wyjąć
– wejść między łóżko a ścianę i zaklinować się akurat w połowie dystansu (tuż pod półką uniemożliwiającą wyjęcie go górą)
– wymieszać na podłodze 2 kg cukru z 1 kg mąki
– przy temperaturze –10 stopni wyjść przed dom, aby „sprawdzić jaka jest pogoda”
– podczas spaceru wbiec do jeziora w ubraniu i w butach
– podjąć próbę wskoczenia do wody z pomostu
– przewrócić na mnie kaktusa
– kilkakrotnie przyczynić się do rozcięcia wargi/podbicia oka zarówno mnie, jak i swojej babci
– zgubić się na zakupach (gdzie był pod opieką 3 dorosłych osób)

zakupy

Ta historia z zakupami miała miejsce w wakacje 2008 r. Byłam na zakupach z ciocią i wujkiem. Sklep – niezbyt duży market. Stoimy w kolejce do kasy. W pewnym momencie zrobiło się małe zamieszanie z zakupami, a po chwili odkryliśmy, że Mateusz zniknął. Wraz z ochroniarzem przeszukałam cały sklep – młodego ani śladu. Drzwi w sklepie otwierały się same, więc całą gromadą ruszyliśmy na pobliskie targowisko. Wujek stan przedzawałowy, ciocia roztrzęsiona, ja cała we łzach. Matusia nikt nie widział… Ogólna panika, przerażenie i rozpacz. Nagle z na przeciwka idzie kobieta prowadząca młodego za rękę. Rozpoznała go i przyprowadziła z powrotem do sklepu. Biegnę w kierunku swojego dziecka, a ono… Wyrywa się tej kobiecie i biegnie w przeciwną stronę, ani trochę nie przestraszone tym, że przez kilka minut chodziło sobie samo poboczem dosyć ruchliwej ulicy.

Wcześniej nie wierzyłam w to jak można zgubić własne dziecko. Mateusza zgubiły trzy dorosłe osoby. Domyślacie się jaki był mój kolejny nabytek po tej historii? Specjalne szelki dla dzieci… Tak na wszelki wypadek :)

Podobało się? Podaj dalej: