zasypało nas

Zasypało nas…

W poniedziałek rano wstałam o 4:40. Mateusz też się obudził i powoli zaczęliśmy szykować się do wyjścia z domu. Po 5 tygodniach przerwy młody miał znowu pójść do przedszkola. Ubraliśmy się cieplutko i o 6:20 wyszliśmy z domu. W tym momencie, na widok zasp sięgających Mateuszowi do pasa, lekko mnie zatkało. No ale dzielnie ruszyliśmy przed siebie.

Mieszkam na obrzeżach miasta i minusem był fakt, że drogi w ogóle nie były odśnieżone. Pobocza zaś nie było ani trochę widać (bo czy ponad metrową warstwę śniegu można nazwać poboczem przeznaczonym dla pieszych?). Nie mając wyboru ruszyliśmy w stronę przystanku autobusowego idąc pomiędzy dwoma samochodami. Po 20 minutach doczłapaliśmy do celu (latem zajmuje nam to niecałe 7 minut). Przystanek całkowicie przysypany, samochody nie mogące ruszyć się z miejsca… Cud miód po prostu. Autobus rzecz jasna spóźnił się 15 minut. Pocieszała mnie jednak myśl, że w centrum miasta będzie lepiej.

śnieg

Cztery przystanki minęły nam w miarę szybko jak na warunki panujące na drodze. Ale przy wysiadaniu z autobusu – KLOPS! Trzeba było wejść prosto w ogrooomną zaspę, więc nic dziwnego, że Mati stracił równowagę. Na moje nieszczęście pociągnął mnie za sobą i tak sobie leżeliśmy, bo żadne z nas nie było w stanie się podnieść. W końcu jakiś facet się nad nami zlitował i wyciągnął nas z tego śniegu. Dziarsko ruszyliśmy ku przedszkolu (kolejne masakryczne 15 minut przedzierania się przez śnieżną zawieruchę).

Kiedy o 7:30 wychodziłam z przedszkola, śnieg dalej sobie padał. Zajęcia na uczelni miałam na 8:15 i pomyślałam sobie: „Nie jest źle. Na pewno zdążę.”. Ha ha ha. Godzinę wlokłam się autobusem (wg rozkładu – 25 minut). W ciągu tej godziny widziałam wiele: ludzie leżący na wydeptanych ścieżkach, samochody nie mogące ruszyć się z miejsca, ludzie odkopujący swoje samochody, ludzie wydeptujący drogę dla jadących za nimi samochodów… Tylko czemu nigdzie nie widziałam żadnego pługu?! Żadnej piaskarki?! Czemu żaden chodnik nie był posypany piaskiem?! Solą?! Czymkolwiek?! Czy śnieg w styczniu na prawdę jest takim zaskoczeniem?

snow

Dzisiaj Mateusz został w domu. Nie miałam siły odprowadzić go do przedszkola. Może w czwartek dojdę do siebie po traumatycznych przeżyciach związanych z nadmiarem śniegu (albo przyzwyczaję się do mieszkania na Antarktydzie).

Podobało się? Podaj dalej: