Piękno…?

Wkurza mnie wszechobecna hipokryzja dotycząca kultu zgrabnej sylwetki. Przeglądałam kiedyś jakąś kolorową gazetę. Wielkie zdjęcie pewnej amerykańskiej gwiazdy i artykuł na dwie strony o tym, jaka to ona jest głupia, bo ciągle się odchudza. Że anorektyczki wyglądają okropnie, a ona mimo to ciągle chudnie. Że w ciągu dnia zjada kilka liści sałaty i nic innego już nie je. Że jak tak można krzywdzić swój organizm. Jaki ona daje przykład innym kobietom?!

Mija kilka miesięcy. Inna gazeta, ale zdjęcie tej samej gwiazdy. Na oko ważącej o jakieś max. 5 kg więcej. Pod spodem notatka, że Pani X się zapuściła. Że przydałaby jej się dieta. Oburzenie jak to możliwe, że taka seksowna kobieta w kilka miesięcy tak się utuczyła. Bo jako gwiazda ma obowiązek zawsze wyglądać olśniewająco. Obok zdjęcia drugie – powiększony fragment tamtego z brzuchem amerykanki w roli głównej. Zbliżenie mające na celu udowodnić, że Pani X jest naprawdę gruba. Potem czas na spekulacje, że aktorka ma depresję i zajada smutki. I przewidywanie, że jej gwiazda zaczyna gasnąć.

piękno

Z jednej strony media pokazują nam, że anoreksja jest be, że wygląd nie jest najważniejszy, bo każda z nas jest piękna. A za chwilę słyszymy, że trzeba ważyć 40 kg, bo inna waga źle o nas świadczy. W co wierzyć? Pamiętam, że kilka lat wstecz górna granica niedowagi zaczynała się od BMI=20. Dziś te minimum wynosi 18,5. Rozumiem, że trzeba o siebie dbać, ale czy na prawdę chude jest piękne?

Podobało się? Podaj dalej: