lightbox

LightBox – z czym to się je?

Kiedy brałam udział w akcji “Zrzucamy kilogramy”, jednym ze sponsorów był LightBox, czyli firma cateringowa dostarczająca dietetyczne posiłki.

Na ich stronie internetowej można przeczytać, że misją LB jest wspieranie zdrowego, nowoczesnego stylu życia poprzez dostarczanie smacznych, urozmaiconych, świeżych posiłków pod wskazany adres. Firma oferuje staranne liczenie kalorii, optymalnie skomponowane mikro- i makroskładniki, wykorzystuje produkty o niskim indeksie glikemicznym oraz pomaga zaoszczędzić czas i pieniądze.

Z usług LighBox’a korzystają m.in. Katarzyna Cichopek, Czesław Mozil oraz Patricia Kazadi.


W ofercie LB mamy do wyboru trzy różne diety w różnych wariantach kalorycznych:

lightbox

I to tyle jeśli chodzi o teorię – więcej informacji znajdziecie bezpośrednio na stronie LB.


W pudełku, które otrzymali uczestnicy akcji znalazłam jednodniowy zestaw (dieta Optimum) składający się z 5 posiłków, których łączna wartość energetyczna to 1500 kcal (z góry przepraszam za jakość zdjęć, ale wtedy na prawdę nie miałam czasu bawić się w robienie fotek podczas posiłków, bezpośrednio po otwarciu każdego opakowania).

Śniadanie (420 kcal)

jogurt z musli pszennym z morelą i rodzynkami, do tego chlebek razowy, porcja margaryny oraz pasta jajeczna ze szczypiorem oraz surowa papryka i owoc (wciąż nie wiem co to było)

+ herbatka owocowa: śliwka z aronią

lightbox

II śniadanie (120 kcal)

zupa “pomarańczowa” z papryki z ciecierzycą i ziemniakami

lightbox

Obiad (510 kcal)

makaron z kurczakiem w sosie bolońskim z papryką i pomidorami oraz “zielenina”

+ herbatka owocowa: malina z jagodą i acai

lightbox

Podwieczorek (120 kcal)

jabłko pieczone w galaretce jogurtowej

lightbox

Kolacja (330 kcal)

roladki z bakłażana z soczewicą i pieczarkami, mix warzyw oraz chlebek razowy

+ herbatka owocowa: melisa z gruszką

lightbox

Uwierzcie mi, że jedzenia jak dla mnie było za dużo!

Nigdy wcześniej nie miałam tak urozmaiconej diety, na której w dodatku nie przymierałabym głodem. Kilka miesięcy już minęło, a do dziś pamiętam, że nie wmęczyłam całego śniadania, a do obiadu miałam dwa podejścia, bo byłam zbyt pełna, aby zjeść go na raz.

Oczywiście jedzenie było pyszne. Wciąż śni mi się po nocach to pyszne jabłko w galaretce oraz roladki z bakłażana… Wstyd przyznać, ale po raz pierwszy w życiu jadłam wtedy ciecierzycę, soczewicę i… właśnie bakłażana. Wcześniej za chiny ludowe nikt nie zmusiłby mnie do ich spróbowania, ale jak mus to mus – nie miałam innego wyjścia.

Nie ukrywam, że abonament na takie posiłki trochę kosztuje…

lightbox

Ale z drugiej strony – 1120 zł podzielone na 20 dni to 56 zł/dziennie. Przy założeniu, że ktoś nie ma czasu gotować i w tygodniu jada wyłącznie na mieście to wcale nie wychodzi aż tak dużo :)

Przeciętny człowiek może o takim luksusie tylko pomarzyć (ugotowane, podane i nie trzeba zmywać po jedzeniu), ale skoro miałam możliwość zapoznać się z LightBoxe’em to uznałam, że warto wspomnieć o tym na blogu. A nuż wygram kiedyś w lotto i stać mnie będzie na takie jedzenie każdego dnia (pamiętajcie, że nie umiem gotować!)? :)