prawo jazdy

Mama Ka za kierownicą

Jak zapewne pamiętacie – w ramach “Projektu 25” postanowiłam zapisać się na kurs prawa jazdy. Jeszcze dwa lata temu twierdziłam, że kompletnie nie nadaję się do kierowania pojazdów mechanicznych (zwłaszcza, że nawet jazda na rowerze czasem mnie przerastała). Półtora roku temu pojawiły się pierwsze myśli “a może by tak…”, ale wtedy przeszkodą był brak pieniędzy (a tym pisałam TUTAJ). Teraz jednak uznałam, że skoro od lipca przestanę otrzymywać rentę rodzinną i zostanę z samą wypłatą, to wtedy już na bank nie zdecyduję się na opłacenie kursu więc to ostatni dzwonek. No i stało się…

samochód

Cały ubiegły tydzień spędziłam na zajęciach teoretycznych i o dziwo nawet skrzyżowania nie były dla mnie czymś trudnym. Mogę się nawet pochwalić, że próbne testy, które robiłam jeszcze przed zajrzeniem do otrzymanego podręcznika kończyłam z wynikiem 64-66 punktów, gdzie wynik pozytywny zaczyna się od 68 punktów (czyli nie jest źle!).

Pierwsze schody pojawiły się na zajęciach z pierwszej pomocy… Wtedy zdałam sobie sprawę, że wypadki na drogach są strasznie niebezpieczne i zaczęłam się zastanawiać “co ja tutaj robię…?”. Tym bardziej, że z czasem zamierzam przecież jeździć z Synusiem eM i nie chciałabym narażać go na jakiekolwiek ryzyko… Mimo wszystko wzięłam się w garść i postanowiłam się nie poddawać. W końcu nie od razu Rzym zbudowano.

A potem zaczęły się jazdy… Wiecie, że dopiero wtedy odkryłam, że w samochodach jest sprzęgło? Serio, wcześniej (nawet na teorii) byłam pewna, że sprzęgło to jest to samo, co gaz… Blondynka :P Podziwiam mojego instruktora, że nie bał się już na dzień dobry wyjechać ze mną na ulicę (i tu kolejne zdziwienie, bo byłam pewna, że najpierw człowiek uczy się jeździć na placu manewrowym).

prawo jazdy
O, to właśnie ja!

Po 4 godzinach jazdy widzę duże postępy, chociaż dalej popełniam głupie błędy.

Jakie?

– jeśli jest znak ograniczenia prędkości, to bądźcie pewni, że ja wtedy jadę 50 km/h

– jeśli powyższego znaku nie ma to jadę przez miasto z porywającą prędkością 25 km/h

– każdy skręt kończy się w ten sposób, że albo jadę dwoma pasami równocześnie, albo jadę po krawężnikach

– jeśli zatrzymuję się na skrzyżowaniach to albo staję na pasach, albo jakieś 10 m za innym samochodem

– na rondzie zdarza mi się albo skręcać pod prąd, albo próbować staranować znaki

– przy zmianie biegów zawsze automatycznie skręcam w prawo

– zamiast jak człowiek wyłączyć kierunkowskaz to ja przez kilka sekund na przemian zapalam lewy i prawy, bo brakuje mi wyczucia

– nie potrafię skupić się równocześnie na obserwowaniu drogi przed sobą i na patrzeniu w lusterka, więc póki co robię tylko to pierwsze


Jeśli zdarza Wam się czasem jeździć po Toruniu to radzę bacznie obserwować fanpage bloga albo mój prywatny profil… Tylko tam znajdziecie ostrzeżenia kiedy wyjeżdżam na drogi, więc będziecie na bieżąco informowani, kiedy bezpieczniej będzie zostać w domu.

 Idealny samochód dla Mamy Ka?

Ford Ka! :D