blog

To już jest koniec

To koniec. Nie będzie już ani Mamy Ka, ani Synusia eM.

Po prawie 6 latach pisania w blogosferze jako Mama Ka mam dość. Raz, że strasznie mnie ta “Mama” ogranicza, a dwa – “Synuś” też już jakiś taki bardziej wyrośnięty i mało synusiowaty… ;) Zresztą pewnie sami zauważyliście, że ostatnio rzadko piszę o nim w ten sposób – na ogół ograniczam się do samego “eM” (o ile w ogóle pojawia się na blogu, bo o dorastającym chłopcu trudniej pisać niż o maluchu).

koniec

Absolutnie nie żałuję minionych lat, chociaż popełniałam na blogu sporo błędów. Kiedy opublikowałam pierwszy wpis miałam niespełna 20 lat i pstro w głowie, zaś teraz dobijam do 26 i staję się bardziej świadomą matką, ale i kobietą. eM w maju 2009 roku nie był jeszcze nawet przedszkolakiem, a teraz jest już uczniem II klasy szkoły podstawowej. Kiedy to zleciało?!

Zaczynałam od pisania dla siebie, później byłam dzieckiem błądzącym we mgle, które odkryło, że na blogu można zarobić. Uczciwie przyznam, że przejmowałam się wtedy statystykami, lajkami na facebooku i całą tą otoczką. Jednak pewnego dnia odkryłam, że… pisanie przestaje sprawiać mi przyjemność, a samego bloga traktuję jako przykry obowiązek. Wróciłam więc do korzeni i piszę przede wszystkim dla siebie i o sobie – o tym, co jest dla mnie ważne, co mnie inspiruje, a czasem także o tym, co strasznie mnie wkurza.

Żeby jednak nie było – doceniam również fakt, że są ludzie, którzy mimo moich wad chcą mnie czytać. Dziękuję Wam za te wszystkie chwile, kiedy byliście z nami. Jest spora grupka osób, które towarzyszą nam w blogosferze od samego początku (i to uważam za mój największy sukces), inni zaś trafili tu znacznie później (no właśnie – miło mi będzie jeśli w komentarzach zostawicie informację od jak dawna tu zaglądacie i jak tutaj trafiliście). Wszyscy razem (i każdy z osobna) jesteście dla mnie bardzo ważni – i mam tu na myśli również konstruktywną krytykę, która trafia w moją stronę :)

blog

Tym samym będzie mi bardzo miło, jeśli zostaniecie z nami dalej – już na własnej domenie (bez “mamy” i bez “synusia”). Zmieni się co prawda adres bloga, zmieni się nazwa i logo… Zresztą ja też się pewnie zmienię – zwykła kolej rzeczy :) Wiem tylko, że blog pozostanie póki co na bloggerze, bo zamiast inwestować kasę w hosting (trzycyfrowa kwota w skali roku to dla mnie sporo) albo lajki kupowane na Allegro – wolę wydać te pieniądze na wspólną wyprawę do kina albo na lody :)

Przy okazji zastanawiałam się czy zrobić porządek w archiwum bloga i pousuwać niektóre wpisy, ale… prawda jest taka, że i dziś mam odwagę się pod nimi podpisać w internecie, bo od samego początku miałam świadomość, że nie piszę anonimowo. Co prawda niektóre moje poglądy nie są już aktualne, ale właśnie na tym polega bycie człowiekiem – przez całe życie się uczymy (również na błędach) i normalne jest to, że czasem zmienia się nam światopogląd. Usuwając teraz coś, co opublikowałam w przeszłości, byłabym nieuczciwa zarówno wobec Was jak i wobec samej siebie. Nasze zdjęcia także będą pojawiać się na blogu – udokumentowałam w ten sposób ostatnie 6 lat, więc nie widzę powodu, dla którego nagle miałabym zmienić zdanie na ten temat. Inna sprawa, że już od jakiegoś czasu eM sam zatwierdza, które zdjęcia mogę opublikować, a które nie :)

A jeśli któregoś dnia syn poprosi mnie o usunięcie bloga?

To ściągnę go w całości na dysk (tak jak zrobiłam swego czasu z blogiem onetowskim) i kliknę magiczne “usuń”, bo blog jest dla mnie tylko dodatkiem do mojego życia, a nie jego sensem.

Na zakończenie dodam tylko, że post ten nie ma na celu krytykowanie kogokolwiek, kto ma w temacie chociaż odrobinę inne zdanie niż ja. Mój blog – moja sprawa, a każdy niech decyduje za siebie. Gdyby wszystkie blogi były “na jedno kopyto” to blogosfera byłaby strasznie nudna. Gdyby wszyscy blogerzy mieli takie same poglądy to publikowanie czegokolwiek w sieci nie miałoby sensu. Na szczęście internety są barwne niczym tęcza na Placu Zbawiciela, a internauci mają ten komfort, że mogą bez ograniczeń korzystać z magicznego krzyżyka na czerwonym tle :)

To co – zostajecie z nami?

Pytam, bo nie wiem na ile osób szykować parapetówkę w naszym nowym wirtualnym domu.