blog parentingowy

Młode pokolenie (blogerów)

Jako mała dziewczynka słuchałam całymi dniami “Kulfon, Kulfon, co z Ciebie wyrośnie?”.

Minęło prawie 20 lat i co?

Dalej zastanawiam się nad tym samym, tylko Kulfon ewoluował i niepostrzeżenie zmienił się w eM.


Blogi parentingowe od kilku lat wyrastają niczym grzyby po deszczu i z każdym dniem skupiają wokół siebie coraz większą społeczność. Rodzice piszą o szeroko pojętym lajfstajlu, robią tysiące zdjęć, uczestniczą w kolejnych blogowych spotkaniach i sponsorowanych eventach, występują w TV…

I gdzieś w tym wszystkim MUSZĄ odnaleźć się ich dzieci.

Wróć!

Nasze dzieci, bo blogerką jestem i ja.

Już kilkunastomiesięczne maluchy potrafią zrobić sobie selfie smartfonem, zaś przedszkolaki dumnie dzierżą w dłoniach aparaty i fotografują dzisiejszy obiad. Co kilka(naście) dni odwiedza je kurier znany również jako “ten pan od darów losu i zabawek do recenzowania”.  Ba, wiele dzieci brało już udział w większej liczbie blogowych spotkań i kampanii reklamowych niż ja (blogerka z 6-letnim stażem!).

Oczywiście, nie ma co demonizować generalizować (a tym bardziej potępiać – bo niby za co?).

Zastanawia mnie jednak, do czego to wszystko zmierza?

Dzisiejsze dzieci są inne o tych sprzed 10 lat. Są też inne w porównaniu z tymi, które urodzą się w kolejnym dziesięcioleciu. Ani lepsze, ani gorsze – po prostu inne, bo inaczej wychowywane, dorastające w innych warunkach.

Dzieci blogerów są pewnego rodzaju eksperymentem.

Śmieszy mnie jednak przewidywanie przyszłości i wmawianie rodzicom, że swoim blogowaniem i internetowym lansem ;) szkodzą dzieciom. Przecież MOŻE być wręcz przeciwnie! Blogerzy to na ogół ludzie charyzmatyczni, pewni siebie i wyjątkowo przebojowi – z takimi autorytetami dziecko nie zginie, a blogosfera może mu dać naprawdę sporo możliwości (i predyspozycji :P ).

I nie zrozumcie mnie tu źle – nie twierdzę, że blogerskie pociechy są w czymkolwiek lepsze od innych. Nie!

Ja po prostu staram się zbawić przekonać świat, żeby dał nam – blogerom parentingowym – szansę wychowywać nasze dzieci po swojemu. Dajcie nam karmić butelką lub piersią, rodzić przez CC lub siłami natury, szczepić lub nie szczepić, publikować zdjęcia pociech lub nie publikować, pisać o nich lub… nie pisać. Uwierzcie mi – w przyszłości nikt nie oceni blogujących rodziców lepiej niż ich własne dzieci. To one zweryfikują nasze metody wychowawcze i pokażą ile błędów popełniliśmy. Mój syn może mieć pretensje o to, że pisałam o nim na blogu, a Twoja córka o to – że tego nigdy nie zrobiłaś (-eś). Dlatego “gdybanie” nie ma tu jakiegokolwiek sensu…

iloveblog

Sam środek wojny domowej:

– Mateusz, uspokój się i przestań wrzeszczeć!
– NIE! Zobaczysz, jak dorosnę to założę o Tobie bloga i będę pisał jaka z Ciebie zła matka! Wszystko tam opiszę!


Jak bloger z blogerem…

– Mamo, jutro zakładam swojego bloga!
– O czym będziesz pisał?
– O zdrowym odżywianiu.
– A ja myślałam, że o Lego…
– O Lego? Statystyki by mi się nie zgadzały, bym miał mało wejść!
– Yyyy…
– Przecież nie będę pisał dla dzieci! To nie mój target!