see bloggers 2015

See Bloggers 2015

Ponad osiem lat temu byłam pewna, że nigdy nie odnajdę się w byciu matką. Brak snu, mega wyczerpanie, brak czasu na cokolwiek… To brzmiało jak koszmar i faktycznie – przez pierwsze tygodnie z eM czułam się jak na rollercoasterze.

Teraz okazało się, że z udziałem w See Bloggers było bardzo podobnie – trzy dni wyjęte z życiorysu, zmęczenie, które będę odsypiać przez najbliższy miesiąc i generalnie nadmiar wrażeń… A ja (głupia!) myślałam, że uda mi się przy okazji pozwiedzać Gdynię i zobaczyć morze buahahaha :D

see bloggers

DSC_0021

W planach miałam napisanie obszernej relacji z wydarzenia, ale rzeczywistość szybko to zweryfikowała. O poznanych blogerach, warsztatach, w których brałam udział oraz o prelekcjach, których wysłuchałam śmiało mogłabym napisać książkę. Mogłabym, ale a) nie umiem i b) wciąż latam w powietrzu na samą myśl o tym, że brałam udział w czymś tak fantastycznym! I weź tu się człowieku skup na klawiaturze… Nie da się!

Minusy? Znalazłam jeden, który tkwił gdzieś tam we mnie i zauważyła to nawet Monika (swoją drogą to całkiem zabawne, że dopiero w Gdyni miałam okazję porozmawiać na żywo z niektórymi blogerami z Torunia). Otóż zdaję sobie sprawę z faktu, że w blogosferze jestem maleńką rozwielitką (taaa, nawet płotki są przy mnie ogromne), więc możliwość spotkania na żywo tych dużych i wpływowych blogerów, których (i o których) czytam po nocach strasznie mnie onieśmieliła i sparaliżowała. Niby wiem, że to ludzie tacy, jak wszyscy inni, ale kurczę – pan Zdzisia z warzywniaka nijak nie da się porównać chociażby z Maćkiem. Inna bajka, że ja generalnie wolę pisać zamiast mówić, więc wiecie…  ;)

See Bloggers

P.S. Następne See Bloggers w lipcu. Jeszcze nie wiem czy się zgłoszę, ale eM już ma plan, aby się tam pojawić jako bloger (a nie dziecko blogerki!)…