Leniwy wieczór. W słuchawkach Paktofonika, a w kubku – kawa o smaku cynamonu. Przeglądam swój stary pamiętnik i zdaję sobie sprawę z tego, że jednak w moim życiu jest coś, czego żałuję. To dla mnie przełomowe odkrycie, bo przecież często jestem o to pytana (w kontekście tego, że została matką w wieku 17 lat) i zawsze wtedy odpowiadam, że absolutnie niczego nie żałuję – macierzyństwo jest najlepszą rzeczą, jaka mi się w życiu przytrafiła.
Tak było jeszcze dzisiaj rano. Tymczasem tuż przed godziną 21:00 pojawiły się wyrzuty sumienia związane z tym, że wielu rzeczy w życiu… nie zrobiłam. Bo zabrakło mi odwagi, wiary w siebie albo po prostu za bardzo przejmowałam się tym, co pomyślą o mnie inni.
Dookoła mnie same niewykorzystane okazje i zmarnowane szanse!
„Biada temu, kto nie podjął ryzyka. Co prawda nie zazna nigdy smaku rozczarowań i utraconych złudzeń, nie będzie cierpiał jak ci, którzy pragną spełnić swoje marzenia, ale kiedy spojrzy za siebie – bowiem zawsze dogania nas przeszłość – usłyszy głos własnego sumienia.”
Paulo Coelho
Żałuję wszystkich niewypowiedzianych słów, których nikt nigdy ode mnie nie usłyszał.
Żałuję wszystkich niewysłanych smsów, które nigdy nie miały szansy dotrzeć do swoich adresatów.
Żałuję wszystkich nieodebranych połączeń, które mogły zmienić moje życie.
Żałuję wszystkich spotkań, z których w ostatniej chwili rezygnowałam.
Uprzedzając Wasze pytania – akurat ten wpis z facetami nie ma NIC wspólnego :)