social media

Życie bez facebooka?

W 2011 roku założyłam konto na Facebooku.

Od tamtej pory nic już nie było takie samo…

Spotkanie ze znajomymi? Aaaa super, będą nowe foty na fejsa!

Wyjście do restauracji? Aaaa super, będą nowe foty na fejsa!

Wyjście gdzieś z młodym? Aaaa super, będą nowe foty na fejsa!


W pewnym momencie powiedziałam sobie STOP. Ile można patrzeć na świat z perspektywy statusów na facebooku? To straszne jak bardzo podporządkowałam swoje życie temu, żeby mieć co opublikować w social mediach. Codziennie minimum jeden status na prywatnym profilu, do tego fanpage bloga, instagram… Bo przecież jak nic nie napiszę to ludzie pomyślą, że umarłam :P

facebook

Oczywiście, w dalszym ciągu zdarza mi się coś publikować. Czasem i kilka razy dziennie, czasem raz na kilka dni. Jest jednak jedna zasadnicza różnica między tym co było kiedyś, a tym, co jest teraz. Wcześniej zamiast cokolwiek przeżywać – myślałam tylko o tym, jak po fakcie poinformuję o tym przeżyciu innych (rodzinę, znajomych, czytelników i obserwatorów). Od prawie roku skupiam się na przeżywaniu chwil, a nie na tym, aby je fotografować czy ubierać w zdania i… jest SUPER.

Wszystko jest dla ludzi, facebook też. Tyle, że trzeba znać umiar i swoje życie przeżywać bardziej offline niż online.


A na koniec piosenka z przesłaniem: