Dlaczego kobiety idealizują swoje macierzyństwo

Dlaczego kobiety idealizują swoje macierzyństwo?

Pani Dorota Zawadzka zalinkowała wczoraj u siebie na fanpagu wpis Matki Prezesa. Poczytałam sobie komentarze i wiecie co? Z całym szacunkiem, ale nie wierzę tym matkom, które pisały, że one nigdy nie miały gorszej chwili. Że nigdy nie miały ochoty wysłać swoich dzieci w kosmos albo wyjść z mieszkania i nigdy do niego nie wrócić… Nigdy w to nie uwierzę, bo nie ma ani idealnych matek, ani idealnych dzieci.

Dlaczego kobiety idealizują swoje macierzyństwo?

Do głowy przychodzą mi tylko dwa powody – albo nie mają odwagi przyznać się do negatywnych uczuć, albo mają dorosłe dzieci i pamiętają już tylko te dobre momenty macierzyństwa.

eM nie był łatwym w obsłudze niemowlakiem, ale jako zbuntowany nastolatek jest dla mnie o wiele większym wyzwaniem. Mniej więcej dziesięć razy na dobę marzę o tym, aby znowu był słodkim bobasem, który nie potrafi mówić i przesypia chociaż kilka godzin w ciągu dnia. Czasem nawet żartuję do M., że jeśli kiedykolwiek będę miała drugie dziecko to w trosce o swoje zdrowie psychiczne nigdy nie nauczę go mówić.

Podświadomie zdaję sobie jednak sprawę z tego, że i 10 lat temu nie było kolorowo. Teraz patrzę w przeszłość wyłącznie przez pryzmat plusów posiadania małego dziecka, bo minusy powoli zacierają się w mojej pamięci. Niby pamiętam jeszcze te nieprzespane noce, opadające ze zmęczenia ręce i niecierpliwe odliczanie do czasu aż moje dziecko stanie się bardziej samodzielne, ale z drugiej strony – to tylko ulotne wspomnienia, które z każdym rokiem coraz bardziej bledną. Za to wciąż bardzo wyraźnie czuję zapach niemowlęcia, ciężar wtulonego we mnie maleńkiego ciałka i radość z jego pierwszych słów. We wspomnieniach ewidentnie idealizuję początki swojego macierzyństwa.

Dlaczego kobiety idealizują swoje macierzyństwo?

I mogę się z Wami założyć, że jeśli kiedykolwiek będę miała drugie dziecko (wrzeszczące przez pół nocy i wymagające noszenia na rękach przez 20 h na dobę) to znowu będę niecierpliwie odliczać dni do czasu aż będzie nastolatkiem. A potem po raz kolejny będę zastanawiać się co takiego nie pasowało mi w niemowlaku skoro ani nie umiał pyskować, ani nie buntował się pięć razy dziennie przeciwko całemu światu. I znowu będę z rozrzewnieniem wspominać te maleńkie stópki, gaworzenie i pierwsze świadome uśmiechy.

Bo właśnie tak wygląda macierzyństwo.