Gdyby jutra miało nie być

Czy zastanawialiście się kiedyś, co byście zrobili mając świadomość, że pozostały Wam 24 h życia? Ja czasem lubię sobie pogdybać i przy okazji pozadręczać tym gdybaniem swoich znajomych.

Ostatnio zadałam kilku osobom pytanie: „Co byś zrobił, gdyby jutra miało nie być?”. Byłam bardzo ciekawa ich odpowiedzi i muszę przyznać, że co niektórzy zaskoczyli mnie swoim podejściem do tematu. Chyba nie spodziewałam się takich odpowiedzi…

Gdyby jutra miało nie być

Wziąłbym w banku jak największy kredyt (ubezpieczony) i zacząłbym wydawać pieniądze na głupoty, na które normalnie nie było mnie stać. Nakupowałbym mnóstwo prezentów dla moich bliskich i starałbym się zrobić wiele szalonych rzeczy, na które dotąd bałem się odważyć. To byłyby najprzyjemniejsze 24 w moim życiu, a ja miałbym świadomość, że pozostały po mnie cudowne wspomnienia moich bliskich.

Starałabym się wykorzystać ten czas na maxa i spędzić 24 h z moimi najbliższymi. Byłabym jak ten chomik, tyle że zamiast jedzenia, gromadziłabym na zapas te ostatnie chwile z mężem i dziećmi. Poza tym zadzwoniłabym do wszystkich krewnych i przyjaciół. Powiedziałabym im, że ich bardzo kocham, przeprosiłabym za to wszystko, co było złe.

ostatnie 24 h

Z jednej strony chciałabym zapomnieć o tym, że to ostatnie godziny mojego życia, ale z drugiej – nie potrafiłabym siedzieć bezczynnie ze świadomością, że zostawiam po sobie tyle niepozałatwianych spraw. Zrobiłabym więc wszystko, aby je wszystkie pozamykać, aby inni nie musieli się o to martwić. Dla mnie te kilka-kilkanaście godzin nie zrobiłoby już przecież różnicy, prawda?

Ja chyba nie potrafiłabym w ogóle funkcjonować z myślą, że to już koniec. Jestem bardzo wrażliwa, więc pewnie wpadłabym w rozpacz, a co za tym idzie – nie chciałabym, aby inni oglądali mnie w tym stanie. Może uznasz mnie za egoistkę, ale nie chciałabym też patrzeć na ich cierpienie związane z moim odejściem.

rozpacz

Zrobiłbym wszystko to, na co zabrakło mi odwagi. Powiedziałbym mojej matce, że była dla mnie prawdziwą bohaterką samotnie wychowując czwórkę dzieci. Najlepszej przyjaciółce wyznałbym swoje prawdziwe uczucia wobec niej. Szefowi podziękowałbym za lata wyzysku i złe traktowanie wszystkich pracowników. Przyjacielowi wyznałbym, że jego żona zdradza go od roku. Na co dzień jestem facetem, który nie potrafi mówić głośno o takich rzeczach, ale gdyby jutra miało nie być… to chyba w końcu zebrałbym się na odwagę.

Co zrobiłabym ja? Nie wiem. Chyba starałabym się żyć normalnie z przekonaniem, że to jakaś pomyłka i przed położeniem się spać normalnie nastawiłabym budzik na 5:30. Tak, jak zawsze… Bo przecież kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.


A Ty?