skąd wziął się stefan

Kulisy kociej adopcji, czyli skąd wziął się Stefan?

W związku z tym, że i na blogu, i na instagramie spamuję zdjęciami naszych kotów, postanowiłam w końcu uchylić rąbka tajemnicy i napisać trochę o kulisach kociej adopcji, zwłaszcza, że pojawiło się kilka pytań o to skąd wziął się u nas Stefan.

#CatAlert – kot z Facebooka

Praktycznie na samym początku mojego związku z M. ustaliliśmy, że kiedyś będziemy mieli kota. Pusia pojawiła się u nas praktycznie tuż po przeprowadzce do Warszawy i chociaż była kotem planowanym (wiem, trochę dziwnie to brzmi), to jednak można powiedzieć, że trochę nas zaskoczyła okolicznościami swojego dołączenia do naszej rodziny (klik).

Z czasem pojawiła się myśl o kolejnym kocie, ale realizacja planu miała nastąpić dopiero po zakupie własnego mieszkania. Mimo wszystko któregoś dnia, zupełnie spontanicznie, dołączyłam do grupy na Facebooku, w której co i rusz pojawiały się ogłoszenia o warszawskich kocich sierotkach szukających domu.

Mijały tygodnie i czasem zachwycałam się jakimś kotem pokazując go pozostałym domownikom, ale to bardziej na zasadzie “ooo, właśnie takiego kota chciałabym kiedyś mieć”. Któregoś razu pokazywałam M. zdjęcie malutkiej koteczki, ale z rozpędu kliknęłam również w następne zdjęcie i wówczas na ekranie laptopa pokazał nam się jej braciszek, czyli Stefan. Burasek nie zrobił na mnie większego wrażenia, ale mój narzeczony od razu stwierdził, że “to będzie nasz kot i że następnego dnia mam z samego rana zadzwonić pod numer podany w ogłoszeniu”.

Temat trochę olałam, bo wiedziałam, że w tej chwili nie możemy pozwolić sobie na drugiego kota, ale traf chciał, że kilka dni później zdjęcie Stefana ponownie wyświetliło się na mojej tablicy na FB. Mój M. to przypadkiem zauważył i po raz kolejny stwierdził, że to jest właśnie NASZ kot.

Czy drugi (i trzeci) kot to dobry pomysł?

Przez kilka dni całą rodziną wałkowaliśmy ten temat, bo jednak kot to obowiązek na lata (o czym zresztą pisałam we wpisie #kochamnieporzucam). Czy młody jest gotowy na podjęcie się opieki nad drugim kotem? Czy zdaje sobie sprawę z tego, że dwa koty to dwa razy więcej sprzątania kuwety i dwa razy więcej misek do napełniania? Czy stać nas na wykarmienie dwóch kotów i na ich ewentualne leczenie? Czy jesteśmy świadomi, że z dwoma kotami będzie nam o wiele trudniej podróżować i planować wakacje? A przede wszystkim – czy mamy plan na to jak wprowadzić drugiego kota do rodziny, tak aby nie ucierpiała na tym rozpieszczana dotąd Pusia?

W końcu jednak podjęliśmy decyzję i machina adopcyjna ruszyła (ale o tym przeczytacie we wpisie o samej procedurze adopcyjnej oraz o kocich domach stałych i tymczasowych).

W międzyczasie pojawił się pomysł, aby adoptować Stefana razem z jego siostrzyczką. I o ile M. od początku był przeciwny adopcji trzeciego kota, o tyle ja – przyznam szczerze – długo się nad tym zastanawiałam. Zaglądałam na fora dyskusyjne, czytałam blogi, pytałam innych właścicieli kotów i wszędzie spotykałam się z opinią, że o ile przy dwóch kotach człowiek nie zauważa większej różnicy niż w przypadku posiadania jednego mruczka, o tyle trzeci robi już sporą różnicę. Ostatecznie stanęło więc na tym, że przygarniamy tylko Stefanka.

stefan

Stefan to nie imię, to stan umysłu

Z racji tego, że nasz drugi kot ma ZUPEŁNIE inny charakter niż Pusia, okazało się, że sam jeden Stefan wprowadził do naszego domu niesamowity chaos. Przez pierwsze cztery dni zastanawialiśmy się czy ten kot w ogóle kiedykolwiek śpi, bo wszędzie było go pełno. Potem okazało się, że jest jeszcze większym pieszczochem niż Pusia, bo non stop pakuje się na ręce, a w nocy budził nas po kilka-kilkanaście razy ciumkając moją koszulę nocną i domagając się głaskania (choroba sieroca). Doszło do tego, że po kilku nieprzespanych nocach całkowicie wymieniłam swoją garderobę do spania, a moja ulubiona koszula nocna została “koszulą Stefana”, z którą zresztą śpi do tej pory.

Poza tym maluch non stop jest głodny i podkrada nam jedzenie (podawanie mu lekarstw to bułka z masłem – tabletki wcina niczym soczystego kurczaka) i trzeba mieć oczy dookoła głowy (wyjmowałam go już z pralki, ze zmywarki i z lodówki, razem z Pusią zdążył też w jedną noc doszczętnie zniszczyć nowy transporter – nie pytajcie jak, bo nie wiem…).

Ale, ale… Nie tylko nam było ciężko ze Stefanem. Pusia w pewnym momencie miała go na tyle dość, że próbowała wyskoczyć przez okno z trzeciego piętra z rozpaczą próbując przedostać się przez zamontowane w oknach kratki. Poza tym z jej strony pojawiła się ogromna zazdrość i jeśli widziała, że głaszczemy Stefana to przez kilka następnych godzin nie pozwalała nam nawet do siebie podejść.

Z czasem kocie relacje przerodziły się w kocią miłość, ale i teraz są dni, kiedy koty biegają po całym mieszkaniu i próbują się tłuc… Chwilami wygląda to groźnie, ale w kulminacyjnym momencie, kiedy jeden z kotów sprawia wrażenie, jakby właśnie chciał zagryźć drugiego, koty nagle zaczynają się nawzajem myć, a warczenie zmienia się w… mruczenie. Nie da się za nimi nadążyć!

To co jednak odczuliśmy najbardziej to koszty związane z utrzymaniem dwóch kotów. Liczyliśmy się z tym, że będziemy wydawać na zwierzaki dwa razy więcej niż dotychczas, a tu… zonk. Kociej karmy kupujemy 3 razy więcej, a co do zużycia żwirku to zaczynamy podejrzewać, że nasze koty w tajemnicy go zjadają, bo zamiast 1,5 worka żwirku miesięcznie zużywamy teraz 4-5 opakowań… Magia?

Czy żałuję powiększenia rodziny?

Żałować nie żałuję, ale wciąż powtarzam, że gdyby to Stefek był naszym pierwszym kotem, to na drugiego nigdy w życiu bym się nie zdecydowała. Pusia to kotka totalnie bezproblemowa, za to Stefan – nadrabia za nich dwoje. I chociaż były takie momenty, kiedy opadały mi już ręce i miałam wszystkiego dość, to oddanie Stefana było ostatnią rzeczą, o której myślałam. M.in. dlatego ostatnimi czasy było mnie mniej na blogu i w social mediach – Stefcio dbał o to, abyśmy mieli ręce pełne roboty :)

Dla mnie jednak kot jest członkiem rodziny i skoro już zdecydowałam się na adopcję, to jestem zdania, że jest to #AdopcjaNaZawsze. I tak, jak nie oddałabym dziecka z problemami, tak samo nie zamierzam pozbywać się kota – zagłębiam się więc w tajniki kociej psychiki i póki co (odpukać w niemalowane) wychodzimy ze Stefankiem na prostą i sukcesywnie uczymy się funkcjonowania w składzie 2+1+2.

Podobało się? Podaj dalej: