quo vadis

Quo vadis, Mamo Ka?

W ostatnich dniach zostałam zmuszona wziąć udział w małej dyskusji dotyczącej tego, po co w ogóle piszę bloga i dlaczego piszę tutaj o eM. Wszak jest to marnowanie czasu, wpuszczanie ludzi z buciorami w moje życie, a w dodatku zmuszam do udziału w tym wszystkim swoje dziecko…

A więc po co piszę?

Bo lubię. Bo mogę. Bo uwielbiam zapisywać tutaj wszystkie ulotne wspomnienia. Bo dzięki blogowaniu miałam okazję uczestniczyć w wielu fajnych projektach i mogłam poznać mnóstwo fantastycznych ludzi (częściowo piszę również po to, żeby inni mogli się wykazać zadając mi takie pytania, ale ciii… ).

Dlaczego piszę o eM?

Bo lubię. Bo mogę. Bo eM nie ma nic przeciwko. Co więcej – on też zabrał w tej dyskusji głos kwitując wszystkie zarzuty tekstem: “Ale jak to tak? Na blogu sama Mama Ka bez Synusia eM?! Tak nie może być!”. Jak widać, trauma blogowego dziecka póki co go nie dotyczy i wcale nie zanosi się na to, aby sytuacja miała ulec zmianie. Skąd to wiem? Pewnego wieczoru dzieć oznajmił, że jak tylko skończy 10 lat to założy bloga “Synuś eM i Pies Be” (o sobie i naszym psie).

Chyba więc miałam rację pisząc rok temu słowa:

“Blogowe dzieci mają bardzo duże szanse na to, aby wyrosnąć na blogujących dorosłych. Obserwują rodziców, naśladują ich, a potem… same wsiąkają w te klimaty. Pisanie bloga staje się dla nich czymś naturalnym i nawet nie zastanawiają się czy można żyć inaczej. Wszak blogowanie to stan umysłu, a nie tylko wrzucanie na bloga nowych treści :)”