przeprowadzka do stolicy

Pierwszy miesiąc w Warszawie – oczekiwania vs. rzeczywistość

W kwietniu opublikowałam wpis, w którym zastanawiałam się czy przeprowadzka do Warszawy to dobry pomysł. Teraz, cztery miesiące później chciałabym zweryfikować czy moje obawy były słuszne i podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na ten temat.

Nowa szkoła dla eM

Póki co w tym temacie nie mogę się wypowiedzieć. O ile eM jest już zapisany do nowej szkoły, o tyle o samej placówce nie wiem prawie nic. Na plus jest na pewno to, że dotarcie do szkoły nie powinno zająć młodemu więcej niż 5 minut, a po drodze nie ma do przejścia żadnej ulicy. Poza tym budynek jest nowy (ma bodajże 2 lata), więc jestem dobrej myśli i mam nadzieję, że w nowej placówce mój syn będzie czuł się przynajmniej tak samo dobrze jak w tej toruńskiej. W jego roczniku są trzy klasy, więc nie powinno być tak źle jak się początkowo obawiałam. W każdym bądź razie do tematu na pewno wrócę jeszcze po rozpoczęciu roku szkolnego (planuję kolejny wpis z podsumowaniem półrocznego pobytu w stolicy).

Nowa sytuacja, czyli radź sobie człowieku sam

eM pilnuje kota, kot pilnuje eM. I tyle jeśli chodzi o pomoc w opiece nad dzieckiem :)

Na zakupy czy też na szybką kolację we dwoje możemy wyskoczyć bez problemu, ale o dłuższych eskapadach możemy zapomnieć. Na szczęście, póki co nie mamy tu znajomych i nie planujemy żadnych wyjść w godzinach wieczornych, a tym samym organizacja opieki dla eM nie jest problemem. Co będzie w przyszłości? Pożyjemy, zobaczymy.

Inna sprawa, że powoli mam już dość tego, że praktycznie non stop jesteśmy tylko we trójkę i kisimy się we własnym sosie niczym korniszony upchane w jednym słoiku (wiem, brzmi to dziwnie biorąc pod uwagę, że mieszkamy na 60 metrach). Wciąż nie mam tu znajomych i nawet gdybym chciała ponarzekać na moich facetów, to nie mam takiej możliwości… Zwłaszcza, że jedyną kobietą w moim kręgu towarzyskim jest obecnie nasza kotka, a i ona ma już chwilami dość i łapkami zatyka mi usta. Zaczynam się bać, że pewnego dnia zacznę vlogować i zanudzać swoimi wynurzeniami biednych internautów, a nie chciałabym, aby nasza przeprowadzka do stolicy odbiła się na czyimś zdrowiu psychicznym.

home sweet home

Nowe mieszkanie

Nie dość, że nasze wynajmowane cztery kąty pokochałam od pierwszego wejrzenia to w dodatku już teraz zaczynam płakać na samą myśl, że kiedyś trzeba będzie się stąd wyprowadzić. Skłamałabym twierdząc, że mieszkanie jest idealne, ale zdecydowanie ma w sobie to coś. Rzut beretem od naszego bloku mam dwa sklepy, salon fryzjersko-kosmetyczny, przychodnię, kościół, szkołę, kilka mniejszych placów zabaw i jeden wielki. Do tego księgarnia, kwiaciarnia, restauracja z domowymi obiadami, kebab, lodziarnia… Kawałek dalej poczta, targowisko i kilka kolejnych sklepów… A lada moment otworzą nam jeszcze Galerię Północną z kinem, siłownią i milionem sklepów. Serio, gdyby nie moja praca to nie musiałabym się oddalać dalej niż 2 km od domu, aby mieć pod ręką wszystko, co potrzebne do szczęścia.

Uwielbiam nawet naszą windę. Jak tylko zobaczyłam jaka jest duża to zzachwytem zawołałam do M.:
– Kochanie, nic tylko dzieci mi tutaj możesz robić! Nawet duży wózek się zmieści!

Nowe miasto

Warszawę już powoli oswajam, ale wciąż nie jest “moja”. Nie mam tu ani ulubionych miejscówek, ani takich, z którymi wiązałyby mnie jakieś wspomnienia (poza Łazienkami, rzecz jasna). Poza tym dziwnie się czuję chodząc po mieście, które dotąd znałam głównie z filmów…

Stolica jest dla mnie miastem kontrastów. Z jednej strony mało reprezentacyjna Praga, a z drugiej – połyskujące w słońcu Śródmieście. Najpierw zaniedbane kamienice, a za chwilę  – nowoczesne biurowce w centrum i przepiękne wille na Saskiej Kępie. Na parkingu obok 20-letniej Skody – Porsche, ktore dopiero co wyjechało z salonu… Wiem, że tak jest w całej Polsce, ale dopiero w Warszawie ta różnica między ludźmi i tym jak żyją jest aż tak wyraźna i powiem Wam, że łatwo wpaść w kompleksy.

warszawa

Nowa praca

To chyba było dla mnie największe wyzwanie… Mieszkanie znaleźliśmy w maju i obawiałam się, że na tym skończył się mój limit szczęścia. Dlatego też już od początku czerwca intensywnie szukałam pracy przez portal olx. Jeszcze przed przeprowadzką dwukrotnie byłam w Warszawie i na te dni umawiałam się na 2-3 rozmowy kwalifikacyjne dziennie. Potencjalni pracodawcy byli bardzo wyrozumiali i tylko raz pan mi podziękowałam po usłyszeniu, że nie dam rady pojawić się na rozmowie następnego dnia. Poza nim wszyscy rekruterzy zgadzali się na terminy, które to mi odpowiadały, poza tym pewna ogólnopolska firma sama zaproponowała, aby rekrutację przeprowadził jej oddział z Torunia…

Generalnie pracę znalazłam trzy tygodnie przed przeprowadzką, więc nie było tak źle jak się obawiałam jeszcze w kwietniu. Wyszło tak, że 30.06 miałam zakończyć pracę w Toruniu, a 1.07 byłam umówiona na pierwszy dzień w nowej pracy. Co prawda ostatecznie wylądowałam gdzieś indziej, ale to nie zmienia faktu, że bezrobocie nie było mi pisane.

Uprzedzając Wasze pytania – aplikowałam tylko na takie stanowiska, gdzie ewentualnie widziałabym siebie również w przyszłości. Nie interesowało mnie znalezienie pracy na chwilę, np. jako kelnerka (bo nie mam ku temu predyspozycji i raczej nie poradziłabym sobie na takim stanowisku, a ucieczka po 3 dniach pracy nie wchodziła w grę), nie brałam też pod uwagę szukania czegoś w ramach innej formy zatrudnienia niż umowa o pracę na cały etat.

A tak na marginesie…

Nie przypuszczałam, że w Warszawie będę tak często czuła się samotna. Wiadomo, że wszystkich przyjaciół zostawiłam w Toruniu, ale z drugiej strony – byłam pewna, że nawet na odległość uda nam się dalej pielęgnować znajomości.

Tymczasem  część osób niemal natychmiast zapomniała o moim istnieniu (tak chyba można potraktować ciszę na łączach pomimo wielokrotnych prób kontaktu), zaś na długie rozmowy z innymi najzwyczajniej na świecie obu stronom brakuje czasu i tym samym ograniczamy się do zdawkowej wymiany zdań raz na kilka-kilkanaście dni. Ot, taka proza życia…

Podsumowanie

Dziś z całą stanowczością mogę stwierdzić, że przeprowadzka do stolicy była dobrym pomysłem i gdybym raz jeszcze miała podjąć taką decyzję to na chwilę obecną byłaby ona taka sama. Ułożenie sobie na nowo życia nie jest łatwe i na pewno zajmie mi jeszcze sporo czasu, ale z drugiej strony – kiedy miałabym to zrobić, jeśli nie teraz?