słoik tv

Słoik w TV?!

Właśnie do mnie dotarło, że od ostatniego wpisu z cyklu #zpamiętnikasłoika minęły już ponad dwa miesiące! Uprzedzając jednak Wasze pytania – nie, wciąż nie czuję się warszawianką i póki co we wszystkich dokumentach odruchowo wpisuję Toruń (i to, że mam 29 lat, których de facto jeszcze nie mam, ale ciiii).

Co działo się przez ostatnie tygodnie?

Nauczyłam się, że w stolicy nie wolno wychodzić z domu bez makijażu. Zwłaszcza kiedy jest się mną i wygląda się jak kartofel. Proporcjonalnie do tego jak bardzo źle wyglądam wzrasta bowiem prawdopodobieństwo tego, że zostanę zaatakowana przez jakiegoś dziennikarza i operatora z kamerą. Jeśli więc zobaczycie mnie gdzieś na szklanym ekranie to ulitujcie się nade mną i nawet mi o tym nie mówcie. No chyba, że będę z wyglądu przypominać człowieka, to wtedy koniecznie dawajcie znać!


Poza tym zrozumiałam, że w Warszawie anonimowość to rzecz względna. O ile wciąż nie znam żadnego z naszych tarchomińskich sąsiadów, o tyle na Saskiej Kępie moja obecność na ulicach wzbudza sensacje:

“Pani Kasiu, a dokąd to pani idzie?” – sąsiad naszego biura.

“Pani Kasiu, a pani to dzisiaj nie w pracy?” – listonosz.

“Pani Kasiu, a dzisiaj to pani zaczyna pracę później?” – sprzedawczyni w piekarni.

“Pani Kasiu, a to w soboty pani też pracuje?” – sprzedawca w markecie.

“Pani Kasiu, a czemu dzisiaj tak późno?” – pani na poczcie.

metro warszawa

Po prawie 5 miesiącach spędzonych w Warszawie zauważyłam też, że tutaj czas płynie o wiele szybciej, a samo miasto jest takim małym wampirem energetycznym, który na co dzień pozbawia mnie energii do działania. W Toruniu zdarzało się, że spędzałam w pracy po kilkanaście godzin na dobę, poza tym same dojazdy trwały na ogół godzinę w jedną i godzinę w drugą stronę (bo albo jechałam z przesiadką i musiałam czekać prawie 30 min na autobus, albo musiałam iść pieszo przez kilka km, etc.). Do domu wracałam więc zmęczona, ale po zjedzeniu obiadokolacji miałam jeszcze ochotę wyjść na spacer albo spotkać się ze znajomymi… Tutaj zdarza się, że nie mam siły dojść z autobusu do domu, a samo oddychanie męczy mnie tak bardzo, że nie mam nawet siły zrobić sobie kanapkę (co przy obecnym poziomie zanieczyszczenia powietrza w sumie nie powinno mnie dziwić).


Co więcej – kilka razy w tygodniu ginę w czasoprzestrzeni i chociaż nie robię nic specjalnego to nagle okazuje się, że jest już po 23 i kolejny wieczór minął mi na niczym – ani nie przeczytałam żadnej książki, ani nie obejrzałam żadnego filmu, ani nie odpaliłam komputera, ani nie zrobiłam nic w domu. Obstawiam więc, że ktoś uparcie kradnie mi mój wolny czas między 19 a 23, ewentualnie panuje zmowa zegarków i z 18:59 przestawiają się od razu na 23:00. Myślicie, że to możliwe?

ztm warsaw

A żeby zakończyć dzisiejszy wpis pozytywnym akcentem to powiem Wam, że uwielbiam poruszanie się po stolicy. Jeszcze mi się nie zdarzyło, aby mieć problem z dojazdem w jakieś miejsce – zawsze jest pod ręką jakiś autobus, tramwaj, metro albo uber. Od biedy są też i taksówki, i samochody, które można wypożyczyć przez aplikację (chociaż ja wciąż ie mam jeszcze prawa jazdy). Poza tym w sezonie na każdym kroku można znaleźć rowery miejskie i tutaj cieszą się one ogromną popularnością. Jedynym minusem są korki, ale cóż… taki urok dużego miasta :)

Poza tym eM w końcu odebrał ze szkoły swoją kartę miejską, dzięki której aż do ukończenia szkoły podstawowej może bezpłatnie poruszać się po Warszawie komunikacją miejską (autobusami, tramwajami i metrem), a M. wciąż może korzystać ze studenckich biletów miesięcznych (dla porównania w Toruniu z biletów ulgowych mogą korzystać tylko studenci do ukończenia 26. roku życia). Warszawo, masz za to u mnie ogromnego plusa!

Przeczytaj również: