Dlaczego rozpadają się wieloletnie związki?

Dlaczego rozpadają się (wieloletnie) związki?

Jakiś czas temu rozmawiałam z koleżanką na temat związków. Zastanawiałyśmy się jak to jest, że z czasem zmienia się nasze postrzeganie drugiej osoby i że tak często rozpadają się wieloletnie związki, o których jeszcze niedawno wszyscy dookoła myśleli, że to “miłość aż po grób”.

Każdy człowiek się zmienia

Dzisiejsza Kasia jest zupełnie inna niż Kasia chociażby z roku 2013. Zresztą każdy z nas zmienia się pod wpływem nabytych doświadczeń… Wraz z upływem czasu dojrzewamy emocjonalnie, zmieniamy swoje priorytety i podejście do życia, a także postrzeganie świata w ogóle. Uczymy się empatii, pewności siebie, wrażliwości, asertywności i różnych innych -ości, które mają wpływ na to, kim jesteśmy.

Problem pojawia się wtedy, kiedy nasz partner nie zawsze chce taką przemianę zaakceptować (i w drugą stronę). Z tego powodu pary często zaczynają się kłócić i czasem, niestety, ale ich drogi rozchodzą się już na zawsze…

Każdy związek ewoluuje

Na początku są motylki w brzuchu i silna chęć spędzania ze sobą czasu 24 godziny na dobę. Człowiek ma ochotę w pełni nacieszyć się tą drugą osobą i często jest gotowy na krótszy lub dłuższy czas zrezygnować z innych ludzi (i rzeczy), bo w tym konkretnym momencie nie są mu one potrzebne do szczęścia.

Z czasem jednak w nasze życie wkrada się rutyna, a z nosa spadają różowe okulary, przez które do tej pory patrzyliśmy na ukochaną czy ukochanego. I właśnie wtedy zaczyna się codzienność, którą nie wszystkie pary są w stanie oswoić…

Prawdziwa miłość polega na tym, że kocha się drugą osobę nie za coś, ale pomimo czegoś. Nie ma ideałów i ludzi bez wad, więc jeśli ktoś twierdzi, że jest inaczej to albo dopiero co się zakochał (i jeszcze tego nie widzi), albo kłamie (tylko po co?), albo jest okłamywany (sorry, taki mamy klimat).

Zmieniają się też oczekiwania

Decydując się na związek mamy pewne oczekiwania zarówno wobec drugiej osoby, jak i wobec samego związku. Nastoletnie dziewczyny na przykład rzadko kiedy myślą o powiększeniu rodziny i raczej nie patrzą na swojego chłopaka jak na realnego kandydata na męża i ojca swoich dzieci. Do pewnego czasu młodzi wolą skupiać się na życiu tu i teraz niż na dążeniu do stabilizacji.

Miałam kiedyś koleżankę, która razem ze swoim partnerem wciąż odliczała dni od weekendu do weekendu, aby po pracy znowu móc spotkać się ze znajomymi i iść na imprezę. Oboje co i rusz zmieniali miejsce zatrudnienia i wynajmowane mieszkania, aby tylko móc intensywnie podróżować i nie mieć żadnych zobowiązań. Byli szczęśliwi i takie życie w pełni im odpowiadało… do czasu.

Mijały lata, a E. z czasem zaczęła przypominać swój własny cień (chociaż twierdziła, że wszystko u niej jest ok). Przyciśnięta do muru wyznała, że w pewnym momencie dotychczasowe życie zaczęło ją męczyć – chciała w końcu poczuć się gdzieś jak u siebie, znaleźć stałą pracę, w której mogłaby się rozwijać, pomyślała nawet o studiach, na które dotąd w jej życiu brakowało czasu. A że nie wiedziała jak porozmawiać o tym z ukochanym, który wciąż snuł wizje kolejnych wycieczek, to nie była w tym związku zbyt szczęśliwa…

Epilog – zmiany są częścią życia

Łatwo jest być razem dopóki wszystko gra i dopóki nie pojawiają się zobowiązania albo sytuacje weryfikujące pojęcie “na dobre i na złe”. Jestem zdania, że w większości przypadków zawsze jest warto walczyć o związek, ale też powinniśmy otwarcie rozmawiać o tym, co nam nie pasuje.

Kierowanie się zasadą dzisiaj ślub, jutro rozwód to kiepski pomysł, ale też rozstanie nie zawsze jest porażką. Czasem taka jest po prostu kolej rzeczy i jest to jedyna szansa, aby pozostać w życiu szczęśliwym.

“Każda zmiana jest katastrofą. Nawet nie dlatego, że może zakończyć się niepowodzeniem, ale dlatego, że najpierw trzeba zniszczyć to, co jest.”
Markus Zusak

Przeczytaj również: