Wyprawka dla ucznia – hity i kity

Sezon na kompletowanie szkolnych wyprawek uważam za otwarty! W sklepach pojawiły się już artykuły szkolne, więc na pewno warto jest wybrać się na zakupy i skorzystać z promocji. Nie jestem co prawda ekspertem w tym temacie, ale kompletowanie wyprawki przerabiałam już rok temu i z chęcią podzielę się z Wami kolejną porcją własnych doświadczeń. A nuż się komuś przydadzą :)

Kupowanie plecaka to najtrudniejsze wyzwanie.

Rok temu opublikowałam wpis o tym, jaki powinien być idealny tornister dla ucznia i w dalszym ciągu jest on jak najbardziej aktualny (do kompletu polecam również post o tym, jak prawidłowo nosić plecak, bo wciąż przeraża mnie to, co widzę na ulicach). Uczulam Was przede wszystkim na to, że tornistry są jak buty, a więc trzeba je dopasować do wzrostu i postury dziecka, a mam wrażenie, że właśnie o tym rodzice najczęściej zapominają… Ja mam to szczęście, że eM jest dość wysoki jak na swój wiek, a więc siłą rzeczy łatwiej było trafić z rozmiarem odpowiedniego tornistra…

idealny plecak

Mam w domu 4 pudełka na kanapki dla eM, przy czym używamy tylko jednego.

Czemu?

Trzy pozostałe są niewymiarowe – nie mieści się do nich ani bułka(!), ani żaden owoc. Do środka wchodzi tylko i wyłącznie jedna kanapka ze złożonych dwóch kromek chleba, a po pierwsze – na dłuższą metę nie da się jeść tylko kanapek; i po drugie – moje dziecko nierzadko spędza w szkole powyżej 8 godzin, więc jedna kanapka (+ obiad w szkolnej stołówce) to za mało jak na apetyt dorastającego chłopca. W tym roku na pewno tego błędu nie popełnię i kupię odrobinę większe pudełka na drugie śniadanie, aby wszystko się w nich mieściło.

Korzystając z promocji warto kupić niektóre elementy wyprawki na zapas.

Tak jak pisałam TUTAJ – eM zużywał miesięcznie jedno opakowanie kredek (wśród uczniów normą jest wymienianie się kredkami i tak oto pewnego dnia odkryłam, że młody ma w piórniku prawie wszystkie kredki w jednym kolorze, bo wymieniał się na nie z kolegami) i jeden klej w sztyfcie tygodniowo (w okresach wzmożonej aktywności plastycznej, czyli non stop w ciągu roku szkolnego). Poza promocją ceny bywają i dwa razy wyższe, więc moim zdaniem w kleje, gumki do mazania, kredki i zeszyty warto zaopatrzyć się nawet i w nadmiarze korzystając z ofert promocyjnych związanych z rozpoczęciem roku. Przeterminowanie raczej im nie grozi, a jak zostaną na kolejny rok to przecież nic się nie stanie :)

wyprawka

Piórnik na wypasie?

Kiedy kupowałam dla eM pierwszy piórnik to od razu wiedziałam, że na pewno nie kupię tak zwanego piórnika piętrowego z dwiema lub trzema oddzielnymi komorami, bo prędzej czy później młody się w tym pogubi. Pamiętam dobrze, jak w wieku eM dostałam od mamy wymarzony trzypoziomowy piórnik, a potem, gdy czegoś z niego potrzebowałam to znajdowałam tą rzecz dopiero w ostatniej z przeszukiwanych komór (w saszetkach też bywa trudno coś odnaleźć) – złośliwość rzeczy martwych. U nas najlepiej sprawdził się zwykły, rozkładany piórnik dwuklapowy. Dodam jeszcze, że warto mieć w zapasie drugi piórnik, bo już dwukrotnie zdarzyło się nam, że eM wracał do domu z urwanym suwakiem, w sklepach nie było wyboru, a nowy piórnik był potrzebny na już…

Gratisowy must have w plecaku

eM zawsze nosi w plecaku jednorazową, plastikową łyżeczkę (zresztą ja w torebce również). Codziennie rano odwiedzamy przed szkołą sklep i w sytuacji, gdy eM spontanicznie namyśli się na jogurt odpada nam zmartwienie, że przecież nie zabrał z domu łyżki. To samo, gdyby chciał kupić jogurt w szkolnym sklepiku :) No i po zjedzeniu jogurtu nie trzeba takiej brudnej łyżki nosić przez cały dzień w plecaku, tylko od razu można ją wyrzucić do śmietnika :)


Oczywiście jeśli i Wy macie jakieś sugestie dotyczące wyprawkowych hitów i kitów to podzielcie się nimi w komentarzach! :)